Patrząc na wykres Średniej Przemysłowej od razu na myśl nasuwa się formacja podwójnego szczytu z linią szyi na 10368 pkt. Formacja na razie czysto hipotetyczna. Jednak realna do zrealizowania. Już samo odbicie od oporu na 10 854 pkt (szczyt z 28 grudnia br.) powinno zachęcać do sprzedaży akcji. Jeżeli do tego dołożymy sygnały sprzedaży na MACD, CCI i Stochasticu czy też wcześniejsze negatywne dywergencje, to trudno liczyć na wzrost. Zwłaszcza że wykres tygodniowy również premiuje stronę podażową. A to oznacza, że szanse na zrealizowanie tej hipotetycznej formacji są całkiem spore.
Znacznie gorzej wygląda sytuacja na rynku technologicznym. Nasdaq zakończył korektę na 2100 pkt (50% zniesienie styczniowych spadków) i teraz zmierza w kierunku wsparcia na 2000 pkt. Wsparcie to powinno stać się dla podaży dość łatwym łupem. Tak przynajmniej sugeruje analiza wykresu tygodniowego, który zdecydowanie premiuje krótkie pozycje.
Nikkei próbował wczoraj zamknąć środowa lukę bessy (11 510-11 597 pkt). Nic z tego jednak nie wyszło. Tym samym na wykresie mam wyspę odwrotu. Teoretycznie brzmi to groźnie. Tyle tylko, że nie w przypadku japońskiego indeksu, gdzie w ciągu ostatniego roku podobnych "wzorów" pojawiło się aż sześć. Teoria mówi, że to, czy wyspę odwrotu możemy traktować jako sygnał zmiany tendencji rynkowej, zależy również od jej usytuowania w całej strukturze trendu. I tu lekkim plusem na korzyść niedźwiedzi będzie fakt, że zwyżki rozbiły się o lukę 11622-11721 pkt (5 lipca 2004), która z kolei jest poprzedzona inną luką bessy (11781-11896 pkt; 2 lipca 2004). W tej sytuacji szanse na spadki Nikkei są zdecydowanie większe niż na wzrost. Tym bardziej, że wykres tworzy negatywne dywergencje z podstawowymi wskaźnikami.
Aktualnie najbliższym oporem jest poziom 11200 pkt. Jego przełamanie otworzy drogę do 10700 pkt i należy je traktować jako potwierdzenie sygnału sprzedaży. Jednak to, czy na japońskim rynku zagości bessa, czy też dalej będzie on trwał w szerokim trendzie bocznym, uzależnione jest już od giełd amerykańskich.