- Rynek był przygotowany na najgorsze - mówili dilerzy. Wczoraj rano średnia cena euro na rynku walutowym przekraczała nawet 3,95 złotego, a dolara - 3 złote. Poranne wystąpienie premiera w Sejmie uspokoiło atmosferę. Belka przypomniał, że kiedy był powoływany jego rząd, określał termin zakończenia swojego kontraktu na maj 2005 roku. Dzięki premierowi złoty zaczął drożeć.
Przedpołudniowe przemówienie szefa rządu w Fundacji Batorego przyniosło potwierdzenie wcześniejszych słów i więcej konkretów na temat terminu wyborów. Złoty nadal szedł do góry. Po południu kurs euro spadł na pewien czas poniżej 3,90 złotego. Dolar kosztował mniej niż 2,97 złotego. Jednak pod koniec dnia złoty wyraźnie stracił na wartości.
Na rynku długu rentowność obligacji dwuletnich, która - według danych agencji Bloomberga - zbliżała się wczoraj rano do 5,60%, jeszcze przed południem spadła do 5,45%. Nieco mniej zyskały papiery pięcioletnie. Bloomberg twierdził, że polskie obligacje były wczoraj światowymi rekordzistkami, jeśli chodzi o zmianę cen.
W ten sposób inwestorzy odreagowali niepewność, która towarzyszyła im przez ostatnie dwa dni - odkąd rzecznik rządu zapowiedział "ważne oświadczenie premiera".
Co dalej? Wśród analityków nie ma pełnej zgodności. Jednak można się spodziewać, że przynajmniej do chwili ogłoszenia dymisji rządu Marka Belki, czyli do 5 maja, będzie nieco spokojniej niż w ostatnich dniach, jednak już nie tak spokojnie, jak w pierwszych tygodniach roku, gdy perspektywa wyborów wydawała się jeszcze bardzo odległa. Pilniej śledzone będą sondaże (zwłaszcza pierwsze uwzględniające notowania nowej Partii Demokratycznej). Większego znaczenia nabiorą wypowiedzi polityków. Niezależnie od nich inwestorzy czekają na obniżki stóp ze strony Rady Polityki Pieniężnej, a to powinno powodować wzrost cen obligacji i notowań złotego.