O pladze nieterminowej realizacji zleceń przy nabywaniu i umarzaniu jednostek uczestnictwa pisaliśmy w połowie lutego. KPWiG nałożyła wtedy kolejną karę na TFI. Za łamanie terminów Pioneer musi zapłacić 100 tys. zł. Jeszcze większą karę, bo aż 150 tys. zł Komisja nałożyła we wrześniu ub.r. na TFI BZ WBK. Ukarane zostały też banki sprzedające fundusze.

W uproszczeniu mechanizm wygląda następująco: klient składa zlecenie zakupu jednostek, które z jakiegoś powodu nie jest realizowane w terminie. TFI, aby wybrnąć z sytuacji, sprzedaje jednostki po kilku dniach, ale po historycznej cenie, czyli tak, jakby opóźnienia w ogóle nie było. Według KPWiG, historyczna cena jest niesprawiedliwa dla uczestnika, dlatego należy mu się rekompensata.

Komisja zauważyła jednak, że problem nieterminowej realizacji zleceń powoli znika. - Widzimy wyraźną poprawę - mówi W. Pochmara. Jego zdaniem, towarzystwa podjęły działania mające na celu usprawnienie swoich systemów informatycznych. - Kary odniosły dobry skutek - dodaje. Dotyczy to wszystkich podmiotów uczestniczących w procesie przekazywania zleceń: TFI, agentów transferowych i dystrybutorów.

W tej chwili w KPWiG nie toczy się żadne nowe postępowanie dotyczące nieterminowej realizacji zleceń (sprawa Pioneera nie jest jeszcze zamknięta). Znacznie zmniejszyła się też liczba skarg (obecnie jest tylko jedna).

TFI twierdzą, że opóźnienia dotyczą najczęściej tych zleceń, które przekazywane są drogą papierową (zdarza się, że docierają do agenta transferowego po upływie ustawowych 7 dni). KPWiG takie argumenty nie przekonują. - To, że jakiś dystrybutor ma ograniczone możliwości techniczne, to jego problem. TFI nie ma obowiązku podpisywać z nim umowy - twierdzi wiceprzewodniczący KPWiG.