Indeks CRB, mierzący koniunkturę na rynku surowców, bije wieloletnie rekordy. W ciągu ostatniego tygodnia zwyżkował o niecałe 1,5% i w poniedziałek znalazł się na poziomie blisko 309 pkt, nie notowanym od ćwierć wieku. Wprawdzie do rekordu wszechczasów (w listopadzie 1980 r. odnotował 337,6 pkt) jeszcze brakuje niecałych 30 pkt, ale obserwatorzy zastanawiają się już, kiedy ten poziom zostanie pokonany. Bo końca zwyżek cen surowców na razie nie widać.
W ciągu ostatnich siedmiu sesji zwyżkowały wszystkie subindeksy CRB. Najbardziej, bo o blisko 3%, wzrosły notowania wskaźnika mierzącego ceny żywca. To efekt działania spekulantów, m.in. funduszy hedgingowych - tłumaczą analitycy. Ale to nie notowania żywca są głównym powodem, dla którego indeks CRB praktycznie od kilku miesięcy nieprzerwanie się pnie. Motorem napędowym są przede wszystkim ceny ropy naftowej. W ostatnim tygodniu jej notowania wzrosły w Nowym Jorku o 3% do 53,3 USD za baryłkę w poniedziałek, a wpływ na to miały przede wszystkim utrzymujące się niskie temperatury zarówno w USA, jak i w Europie. Trudno też o optymizm, skoro przedstawiciele OPEC sugerowali ostatnio, że splot niekorzystnych czynników może spowodować w tym roku skok ceny tego surowca nawet do 80 USD.
Wysokie ceny surowców, takich jak miedź czy stal, to także efekt rosnącego popytu z Chin. Wprawdzie władze za Wielkim Murem podejmują kroki, by schłodzić rozpędzoną gospodarkę, ale na razie zapotrzebowanie na surowce nie słabnie.