Od początku bieżącego roku amerykański rynek wyraźnie się podzielił. O ile jeszcze w styczniu wszystkie rynki solidarnie spadały, to już w następnych tygodniach straty głównie odrabiał tylko ten reprezentujący tradycyjną gospodarkę. Uwieńczeniem tego było piątkowe przełamanie przez S&P 500 i DJIA szczytów z końca grudnia 2004 roku (odpowiednio 1213 pkt. oraz 10854 pkt). Sytuacji na obu indeksach nie zmienia wcale środowy, dość dynamiczny powrót poniżej wspomnianych wierzchołków. Chociaż powód tym razem był poważny. Wzrost rentowności amerykańskich papierów skarbowych do najwyższego poziomu od ponad pół roku to poważne ostrzeżenie dla byków. Zwłaszcza w sytuacji gdy na wykresach rentowności tworzą się sygnały i formacje sugerujące dalszy jej wzrost (np. dla obligacji 30-letnich do minimum 5,3%).

Z punktu widzenia analizy technicznej, środowy spadek, pomimo że doprowadził do przełamania wsparć, to tylko korekta. Sytuacja zmieni się, gdy S&P 500 oraz Dow Jones przełamią pięciomiesięczne linie trendu wzrostowego (odpowiednio 1200 i 10 700 pkt), a główne wskaźniki wygenerują sygnały sprzedaży. Dopiero wówczas szanse na głębsze spadki znacznie wzrosną. A wtedy być może poniedziałkowe maksima staną się poziomami, o których byki będą marzyć przez najbliższe 2-3 lata.

Jedną nogą w bessie jest już natomiast rynek technologiczny. Po styczniowej przecenie Nasdaq Composite zdołał odrobić zaledwie połowę strat. Trzykrotnie podejmowane próby wzrostu za każdym razem rozbijały się o poziom 2100 pkt. Analizując wskaźniki, trudno zakładać, iż w najbliższym czasie coś się tu zmieni i Nasdaq pokona opór, ruszając ku 2178 pkt. Wręcz przeciwnie. Utrzymująca się przewaga podaży, czy to na wykresie dziennym, czy też na tygodniowym, każe oczekiwać, iż niebawem rozpocznie się kolejny impuls spadkowy.

Aktualnie najbliższym wsparciem jest dołek z 22 lutego (2030 pkt). Jego pokonanie będzie nowym sygnałem sprzedaży. Jednak dopiero wybicie poniżej 2008 pkt (dołek z 24 stycznia) pozwoli postawić na spadki do minimum 1920 pkt.