Notowania miedzi zostały wywindowane w minionym tygodniu do rekordowo wysokiego poziomu. W Londynie jej cena w kontraktach trzymiesięcznych osiągnęła we wtorek przejściowo 3300 USD za tonę.
Najbardziej przyczyniły się do tego fundusze hedgingowe, które zainwestowały na rynku miedzi olbrzymie kapitały, licząc na znacznie większe zyski niż z lokat w akcje czy obligacje. O roli tych instytucji wymownie świadczy fakt, że w 2004 r. zawarły one połowę wszystkich transakcji na Londyńskiej Giełdzie Metali.
Atrakcyjność miedzi wzrosła dzięki prognozom wskazującym na dysproporcję między popytem a podażą. Coraz większemu zapotrzebowaniu na ten surowiec towarzyszy spadek światowych rezerw, które - według Merrill Lynch - odpowiadają już tylko trzytygodniowemu zużyciu w porównaniu z sześciotygodniowym w 2003 r. Tymczasem eksperci twierdzą, że minimum bezpieczeństwa gwarantują zapasy wystarczające na cztery tygodnie. Sytuację pogarsza ograniczenie produkcji przez zakłady rafineryjne, w których do czerwca mają trwać przeglądy techniczne.
W drugiej połowie tygodnia zwyżka notowań została zahamowana, gdyż inwestorzy postanowili zrealizować zyski. Ponadto perspektywa wyższych stóp procentowych zmniejszyła szanse na szybki wzrost w gospodarce światowej. W Londynie miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w piątek 3205 USD za tonę w porównaniu z 3249 USD dzień wcześniej i 3243 USD w końcu poprzedniego tygodnia.