W Kolonii i Bazylei zapowiedziano, że zarządy obu przewoźników, a także główni udziałowcy Swiss International będą głosować za fuzją. Ostatecznej decyzji należy spodziewać się pod koniec miesiąca, gdyż wtedy o transakcji ma przesądzić szwajcarski rząd. Jest on największym akcjonariuszem Swiss International. Posiada 20,4% papierów spółki. - Rząd nie podejmie pochopnej decyzji, ale wszelkie strategiczne opcje są rozważane - powiedziała Elisabeth Meyerhans, rzeczniczka Ministerstwa Finansów.

Swiss International powstała w 2002 r. z resztek Swissair i regionalnego przewoźnika Crossair. Od tego czasu jej straty przekroczyły 1,8 mld franków. Ten rok ma być wreszcie rentowny, ale pod warunkiem zwolnienia tysiąca pracowników, a więc 15% załogi. Prezesem Swiss od lipca jest Christoph Franz. Zredukował w tym czasie zatrudnienie o jedną trzecią, zwalniając ok. 4100 osób. Między innymi dzięki temu strata netto spółki zmniejszyła się w ub.r. do 140 mln franków z 687 mln w 2003 r. Odłożył planowane zakupy samolotów i zapowiedział zmniejszenie rocznych kosztów o 300 mln franków, do 2007 r. Rzecznik Lufthansy powiedział, że są to kroki w dobrym kierunku. W latach 1990-1994 Franz pracował w Lufthansie.

Przejęcie Swiss International oznaczałoby zejście ze sceny kolejnego narodowego przewoźnika w Europie. Tutejszy rynek stał się niezwykle konkurencyjny w wyniku ekspansji tanich linii lotniczych. Jedyną bronią tradycyjnych przewoźników okazała się konsolidacja. Air France połączył się z KLM. British Airways utworzył joint venture z Iberią.

Przejęcie Swiss przez Lufthansę oznaczałoby dalsze ograniczenie działalności szwajcarskich linii, choćby ze względu na bliskość Monachium, które jest drugim po Frankfurcie portem lotniczym niemieckiej spółki.

Bloomberg