Reklama

Fala wyprzedaży

Nagłe pogorszenie nastrojów na rynkach wschodzących sprawiło, że tylko miesiąc WIG20 utrzymał się ponad barierą 2 tysięcy punktów. Po trwającym niemal całą sesję spadku indeks zakończył dzień zniżką o 2,4%, na poziomie 1964 pkt.

Publikacja: 17.03.2005 06:19

Mocno na wartości straciły walory dużych spółek: PKN (-3,6%), PKO BP (-3,3%) i Telekomunikacji Polskiej (-2,4%). Tymczasem jeszcze w lutym to właśnie silna zwyżka notowań blue chips, pod wpływem zakupów przez inwestorów zagranicznych, ciągnęła w górę indeksy. WIG20 znalazł się wczoraj na poziomie najniższym od połowy lutego. Przecena w Warszawie była jednak i tak stosunkowo niewielka w porównaniu z ucieczką inwestorów z rynków akcji na Węgrzech i w Czechach. W poprzednich miesiącach notowania na tamtejszych rynkach rosły szybciej niż w Warszawie. Wczoraj zapłaciły za to wysoką cenę. Budapeszteński indeks BUX "zanurkował" o 5,5% z powodu wyprzedaży walorów kluczowych firm, takich jak koncern petrochemiczny MOL (-7%) i bank OTP (-6,3%). Z kolei praski PX50 stracił aż 5,8% wraz ze spadkiem kursów, m.in. koncernu energetycznego CEZ (-7,4%), Komercni Banka (-7,6%), czy spółki paliwowej Unipetrol (-9,8%).

Taniej o 5 procent

O 4,8% poszedł w dół wskaźnik CECE Traded Index, obejmujący akcje 25 spółek z Polski, Czech i Węgier. O tym, jak kiepskie były nastroje, świadczy fakt, że ani jedna z firm wchodzących w skład indeksu nie zanotowała wczoraj wzrostu. Fala wyprzedaży dotarła także do Rosji i Turcji. Moskiewski indeks RTS zanotował zniżkę największą od 9 grudnia ub.r. (o 3,1%).

Do ucieczki kapitału z rynków wschodzących Europy tylko w niewielkim stopniu przyczyniła się przecena na rynkach światowych. Co prawda, amerykańskie indeksy akcji zanotowały we wtorek spadki, ale nie były one na tyle silne, by przesądzić o długotrwałym pogorszeniu nastrojów. Główny amerykański indeks S&P 500 utrzymuje się powyżej ważnego wsparcia na wysokości lutowego minimum. Paniki nie było wczoraj także na parkietach giełd Europy Zachodniej. Niemiecki DAX tracił o godzinie 16.00 1,2%. To sugeruje, że przyczyny nagłej przeceny w naszym regionie miały lokalny charakter.

W ubiegłym roku i na początku tego indeksy akcji w naszym regionie zanotowały ogromne zwyżki. BUX poszedł w górę o 100%, licząc od początku ub.r. do ostatniego szczytu. O tym, że niebezpieczeństwo realizacji zysków wisi w powietrzu, PARKIET pisał praktycznie w przeddzień korekty spadkowej, która rozpoczęła się 5 marca. Wzrost zysków kluczowych przedsiębiorstw w regionie pozostaje wyraźnie w tyle za pokaźną zwyżką ich notowań. To spowodowało, że akcje spółek na Węgrzech i w Pradze są wyceniane wyraźnie wyżej niż w przeszłości. Z punktu widzenia inwestorów zagranicznych, papiery stały się jeszcze droższe z powodu umocnienia się lokalnych walut wobec euro i dolara w ostatnich miesiącach.

Reklama
Reklama

Straciły obligacje i waluty

Ostra wyprzedaż dotknęła też w środę złotego i polskie obligacje. - Na otwarciu rynku euro kosztowało 4,05 zł, więcej niż we wtorek w popołudniowym handlu. Potem kurs szedł wyżej i wyżej, dotykając poziomu 4,10 zł - relacjonuje Artur Wróbel, diler walutowy z Banku Handlowego. Oznacza to osłabienie złotego o 1,2% w stosunku do porannego kursu. Po południu sytuacja się trochę poprawiła i pod koniec dnia euro osłabiło się do 4,07 zł. W stosunku do otwarcia rynku daje to jednak spadek złotego o 0,5%.

Powód? - Wyjście inwestorów z rynków wschodzących, przede wszystkim z obligacji, co pociągnęło za sobą wyprzedaż walut - mówi specjalista. - W naszym regionie najwięcej wobec euro straciły złoty i słowacka korona - dodaje.

Według Marcina Bilbina, analityka z banku Pekao, korekta na rynku może jeszcze potrwać przez kilka tygodni. - Mamy ewidentną redukcję zaangażowania globalnego kapitału na emerging markets i wzrost awersji do ryzyka związanego z inwestycjami na tych rynkach. W naszym regionie punktem zapalnym mogły okazać się ostatnie wydarzenia polityczne w Polsce - twierdzi specjalista.

Co ciekawe, rynek zupełnie zapomniał o poniedziałkowych, bardzo dobrych danych o inflacji.Niespodziewany spadek wskaźnika w lutym do 3,6% powinien zachęcić inwestorów do zakupu polskich obligacji. Zwiększa bowiem prawdopodobieństwo szybkiej obniżki stóp procentowych. - Inflacja w Polsce nie ma w tej chwili większego znaczenia. Wszyscy wszystko sprzedają, taki jest trend i nie da się z tym walczyć - mówi Tomasz Sikora, diler obligacji z BRE Banku.

W środę na otwarciu rentowność polskich obligacji wynosiła 5,61%. W ciągu dnia wzrosła do 5,71%. - Negatywny wpływ na notowania miała też środowa aukcja Ministerstwa Finansów. Rynek obawiał się, że nie będzie popytu - relacjonuje T. Sikora. Wyniki przetargu rzeczywiście nie były najlepsze. Resort sprzedał 5-letnie papiery o wartości 2,9 mld zł, przy popycie rzędu 4,26 mld zł. Nie było aukcji dodatkowej. Jak długo potrwa przecena polskich obligacji? - Trudno powiedzieć, może kilka dni, może kilka tygodni. Rentowność 5-latek może wzrosnąć do 6% - ocenia T. Sikora.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama