Pięć z sześciu ostatnich sesji WIG20 zakończył na niższym poziomie od zamknięcia poprzednich notowań. Z tych pięciu spadkowych sesji, wczorajsza strata była najmniej zasłużona. Choć nie można powiedzieć, że większość spółek nie potwierdziła przewagi podaży, bo na wartości straciło 9 firmy wobec 6 drożejących, to jednak główną przyczyną spadku WIG20 było zachowanie akcji TP. Zakończyły one sesję na 19,5 zł, 3,9% poniżej czwartkowego zamknięcia. Jeśli jednak, zachowując oczywiście odpowiednie proporcje, do wczorajszych notowań przyłożyć twierdzenie, że w czasie bessy spada 90% spółek notowanych na danym rynku, to "poparcie" dla niedźwiedzi nie było zbyt duże. Pozostając na chwilę przy TP, która ma 11-proc. udział w indeksie - można przypuszczać, że to jeszcze nie koniec trendu wzrostowego na rynku tych akcji. Choć spółka dotkliwie traci na wartości, to nie przypuszczam, żeby zakończenie hossy nastąpiło w jednym praktycznie momencie. Zakładając nawet, że rzeczywiście dochodzi do zmiany tendencji długoterminowej, to oczekiwałbym przynajmniej próby powrotu do szczytu na 23,2 zł. Spadek wiążę z wyczerpaniem potencjału wzrostowego wynikającego z wysokości konsolidacji, którą spółka zakończyła wybiciem w górę pod koniec zeszłego roku.
Po wczorajszej sesji WIG20 jest bardzo blisko wypełnienia zasięgu spadku, który można wyliczyć na podstawie podwójnego szczytu z przełomu stycznia i lutego. Z formacji tej wynika, że indeks obniży wartości do 1938 pkt. Ledwo kilkadziesiąt punktów niżej znajduje się przyspieszona linia trendu wzrostowego. Znaleźliśmy się zatem bardzo blisko poziomów, na których popyt na akcje powinien się zwiększyć. Sposób, w jaki rosnąć będą notowania, bardzo dużo powie o kondycji trendu długoterminowego. Najbliższy opór to środowa luka bessy, rozciągająca się między 2005 pkt i 1993 pkt.
W dalszym ciągu mocną presję na posiadaczy akcji dużych spółek wywierają mniejsze firmy. WIRR zanotował wczoraj kolejny spadek i od szczytu z 7 lutego stracił już prawie 15%.