Próżno szukać polskich firm na liście największych koncernów odbudowujących Irak. Początkowo liczyliśmy, że będzie jednak inaczej. Na początku 2004 r. USAID - agenda rządu amerykańskiego - rozpoczęła przyznawanie największych kontraktów. Administracja G.W. Busha przygotowała na inwestycje aż 18 mld USD. Jako sojusznik Stanów Zjednoczonych, Polska spodziewała się, że część zamówień trafi do krajowych przedsiębiorstw.
Starania zbrojeniówki
Szczególnie duże zainteresowanie wzbudził u nas przetarg na dostawę uzbrojenia dla armii irackiej. Wziął w nim udział Bumar. W maju 2004 r. Pentagon zadecydował jednak o wyborze tańszej oferty konsorcjum ANHAM (na jego czele stała amerykańska firma Nour USA). Amerykańskie media sugerowały co prawda, że Nour wygrał przez powiązania personalne. Prezes tej firmy - Abdoul Farouki - jest bliskim przyjacielem Ahmada Szalabiego, wpływowego członka byłej Irackiej Rady Zarządzającej. Nour przebił jednak wyraźnie polską ofertę nie tylko ceną (259 mln USD, wobec 425 mln USD), ale także krótkim okresem dostaw.
Warto się starać
Dopiero pod koniec 2004 r. okazało się, że upór i cierpliwość Bumaru zostały nagrodzone. Tymczasowe władze irackie nie były zadowolone z jakości sprzętu, jaki od sierpnia wysyłał do Bagdadu ANHAM. W ekspresowym tempie zaczęto więc szukać alternatywnych dostawców. Rząd iracki przypomniał sobie szybko o polskim oferencie. We wrześniu strony podpisały pierwsze umowy. Do dzisiaj Bumar zakontraktował dostawy na niebagatelną kwotę 353 mln USD. Chodzi o dostarczenie rozmaitego sprzętu: helikopterów Sokół, śmigłowców Mi-17, karabinów maszynowych i amunicji, ambulansów, cystern, kuchni polowych. Tylko niektóre z nich produkuje Grupa Bumar. Na dostawach zarobi wiele innych firm - lubliński Intral dostarcza ambulanse, słupska Zasta - cysterny. - W przypadku Zasty, kontrakt pozwolił podnieść firmę na nogi - przyznaje Roman Baczyński, prezes Bumaru.