Niedawno Dow Jones i S&P 500 zrobiły nowe szczyty hossy. Mocniejsze zwyżki brutalnie przerwały obawy inflacyjne, osłabienie dolara, ostrzeżenia spółek, czy jakikolwiek z dziesięciu podawanych powodów rynkowego zwrotu. Faktem jest jednak, że jeszcze przed wyjściem indeksów na nowe maksy siłę rynku sygnalizowały zarówno rekordowe wpłaty do funduszy akcji, jak i jedynie umiarkowany optymizm (Investor's Intelligence) towarzyszący całemu temu wzrostowi. Nastroje to potężna siła na rynku. Zresztą nie ma chyba co do tego wątpliwości, patrząc na rynki naszego regionu w marcu.

Z powodu tego, że polskie akcje nie będą wiecznie reagować tylko na kurs złotego, forinta i korony, zerknijmy dzisiaj raz jeszcze na nastroje w USA, celowo milcząc chwilę w sprawie posiedzenia Fed czy danych o inflacji. Ciekawszy od danych makro wydał mi się bowiem Hulbert Stock Newsletter Sentiment Index, który czasami tu opisuję, a który mówiąc w uproszczeniu jest wskaźnikiem nastrojów obliczanym na podstawie analizy (Hulbert robi to od 25 lat) ponad setki biuletynów inwestycyjnych. Po czwartkowej sesji w USA wynik jest zaskakujący. Wskaźnik wynosi tylko 15,5% i choć niewielu czytelnikom coś to mówi, to dla zobrazowania dużego pesymizmu jaki zagościł wśród amerykańskich analityków wystarczy porównać wartość wskaźnika do odczytów z tegorocznych sesji, na których Dow Jones osiągał taką samą wartość (17 marca 10 626 pkt). Tylko dzień wcześniej było to jeszcze 20,2%, 22 lutego aż 40,2%, a pozostałe 5 odczytów na tym poziomie indeksu było w styczniu, z najniższym poziomem 35,5% i rekordem 49,8% (silny optymizm) 4 stycznia. Czyli mamy znowu ten sam poziom indeksu, a tak skrajnie różne nastroje (15,5% vs. 35,5-49,8%), co wbrew napływającym informacjom neguje możliwość głębszych spadków w USA już teraz.