Za dwa, trzy lata rozpocznie się w Polsce kilkuletni okres znacznie szybszego niż dotychczas wzrostu gospodarczego - uważa Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta. - Nie chodzi o dyskusje, czy np. wzrost PKB jest o 0,2% większy czy mniejszy. Mam na myśli poczucie trwałego boomu - powiedział wczoraj W. Orłowski na konferencji w Warszawie. Polska stanie się wówczas "centrum wzrostu" w Europie.
- Polska jest jedynym krajem wśród 25 członków Unii Europejskiej, który będzie miał w najbliższych latach dużą podaż pracowników - przypomniał prezydencki doradca. Nasza gospodarka może więc przyjąć stosunkowo znacznie więcej inwestycji niż inne kraje bez zmiany warunków makroekonomicznych, czyli wzrostu kosztów pracy. Te możliwości w innych krajach regionu, jak np. Czechy, są już w dużej mierze wykorzystane. - To, że Polacy nie wszędzie mogą pojechać do pracy, jest w gruncie rzeczy korzyścią - powiedział Orłowski. Odniósł się do ograniczeń w podejmowaniu przez Polaków pracy w niektórych krajach Unii, na przykład w Niemczech. Zdaniem W. Orłowskiego, zwiększa to szanse na inwestycje w Polsce ze strony zagranicznych firm.
Prezydencki ekonomista powiedział, że pierwszymi "poważnymi konkurentami" dla Polski będą takie kraje, jak Ukraina czy Turcja. - Nie sądzę, by stało się to wcześniej niż za 10 lat - przewiduje W. Orłowski. Według niego, powodem, dla którego Polska nie przeżywa tego boomu obecnie, jest słaby sektor publiczny i wysokie podatki oraz problemy z infrastrukturą. Te ostatnie będą malały m.in. dzięki inwestycjom dofinansowywanym przez Unię Europejską.