Drodzy państwo, dzieje się rzecz straszna. Dzieci w naszym kraju są bezprawnie wykorzystywane. Tym, którzy się żachnęli na te słowa, uznając, że znowu będzie o zboczeńcach, wyjaśniam, że jesteśmy gazetą gospodarczą, a nie popularną. Chodzi więc o wykorzystywanie ekonomiczne.
Otóż pan rzecznik praw dziecka stwierdził, że nie ma przepisów regulujących pracę dzieci w gospodarstwach rolnych, a być powinny. Powinny, bo tak każe - już nie pomnę - konstytucja czy też jakaś tam ustawa. Powiedział to i poszedł - bo dzięki temu odbębnił swoje cokwartalne pojawienie się w mediach.
Nie będę się tu zastanawiał, po co komu rzecznik praw dziecka. (Rzeczników różnych praw jest mnóstwo i będzie więcej - założę się, że za parę lat będzie rzecznik np. homoseksualistów płci męskiej. Nie będzie za to na pewno rzecznika lesbijek - tutaj można śmiało bowiem oczekiwać rzeczniczki). Ciekawi mnie ten sposób myślenia - trza prawować, bo tak napisano.
Wyobrażam sobie już, jak w pocie czoła powstaje ustawa o pracy dzieci w gospodarstwach rolnych. Jak na przykład posłowie walczą o to, aby w przepisach znalazły się przerwy w trakcie pracy - i jedna część sali opowiada się za systemem szkolnym (przerwy co 45 minut z dwiema długimi), a inni chcą bloków - np. dwugodzinnych. Albo jak trwa spór iście fundamentalny, czy dziecku zabronić brania do ręki wideł - bo ostre - czy też można na to zezwolić, jeśli waga wideł i ładunku nie przekracza 5 kilogramów. No, a te filipiki przyjaciół dzieci, którzy będą żądać zakazu pracy w ogóle. Ci będą wspominać głośno swoje szczęśliwe dzieciństwo, gdy nie robili nic, a po cichu cieszyć się, że tak fajnie udało się im je przedłużyć - bo teraz radośnie zajmują się głupotami.
No i tak trwa produkcja prawa w najlepsze - bo gdzieś tam coś tam ktoś tam napisał i teraz trza przepisu. Można popracować, można wziąć parę diet. A że to będzie bez sensu? No cóż. Było już paru takich, którzy na tym, że życie jest bez sensu, swoje religie stworzyli. A takich, co na tym zarobili, bez liku - więc paru więcej posłów nie zawadzi.