Szefowie państw "25" zakończyli wczoraj dwudniowe obrady Rady UE. Przewodnim tematem rozmów była kwestia, jak uczynić gospodarki państw Unii bardziej konkurencyjnymi. Od początku wiadomo było, że najbardziej "jątrzącą" kwestią jest uwolnienie rynku usług. W Unii trwa debata, jak zmienić proponowaną przez Komisję Europejską tzw. dyrektywę usługową.
Mieliśmy swój priorytet
Jej projekt zawiera m.in. regułę pochodzenia. Zgodnie z nią usługodawcy z jednego kraju UE świadczą usługi w innym według prawa własnego kraju. Choć dyrektywa była już wstępnie zaakceptowana przez Parlament Europejski, "stare" kraje UE podniosły larum, że jej wprowadzenie oznacza dumping socjalny ze strony nowych członków. - Dla nas zasada pochodzenia powinna być kluczowa, ponieważ dzięki temu unikniemy starań o liczne pozwolenia, kwalifikacje zawodowe i aprobaty samorządów gospodarczych wymagane w państwach zachodnich - powiedział nam Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego.
Francja mówi: nie
Co ostatecznie zdecydowali unijni przywódcy? - Obecny projekt dyrektywy usługowej nie odpowiada w pełni wymaganiom, a liberalizacji rynku usług musi towarzyszyć zachowanie europejskiego modelu socjalnego - głosi komunikat po Radzie. Co to oznacza? - Dyrektywa pozostanie w unijnym programie. Będzie jednak podlegać fundamentalnym zmianom - mówił Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga, który szefuje w tym półroczu pracami UE. Bardziej wymowny był prezydent Francji Jacques Chirac. - Fakt, że Komisja ponownie zajmie się dyrektywą, oznacza, że reguła pochodzenia będzie wycofana - powiedział po rozmowach w Brukseli.