Reklama

Walka o usługi

Szefowie rządów państw Unii Europejskiej nie odrzucili dyrektywy liberalizującej rynek usług. Za wcześnie jednak, aby mówić o sukcesie polskiej delegacji. Treść regulacji będzie zmieniona i wiele wskazuje, że nie uda się zachować najważniejszej dla nas reguły pochodzenia.

Publikacja: 24.03.2005 07:04

Szefowie państw "25" zakończyli wczoraj dwudniowe obrady Rady UE. Przewodnim tematem rozmów była kwestia, jak uczynić gospodarki państw Unii bardziej konkurencyjnymi. Od początku wiadomo było, że najbardziej "jątrzącą" kwestią jest uwolnienie rynku usług. W Unii trwa debata, jak zmienić proponowaną przez Komisję Europejską tzw. dyrektywę usługową.

Mieliśmy swój priorytet

Jej projekt zawiera m.in. regułę pochodzenia. Zgodnie z nią usługodawcy z jednego kraju UE świadczą usługi w innym według prawa własnego kraju. Choć dyrektywa była już wstępnie zaakceptowana przez Parlament Europejski, "stare" kraje UE podniosły larum, że jej wprowadzenie oznacza dumping socjalny ze strony nowych członków. - Dla nas zasada pochodzenia powinna być kluczowa, ponieważ dzięki temu unikniemy starań o liczne pozwolenia, kwalifikacje zawodowe i aprobaty samorządów gospodarczych wymagane w państwach zachodnich - powiedział nam Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego.

Francja mówi: nie

Co ostatecznie zdecydowali unijni przywódcy? - Obecny projekt dyrektywy usługowej nie odpowiada w pełni wymaganiom, a liberalizacji rynku usług musi towarzyszyć zachowanie europejskiego modelu socjalnego - głosi komunikat po Radzie. Co to oznacza? - Dyrektywa pozostanie w unijnym programie. Będzie jednak podlegać fundamentalnym zmianom - mówił Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga, który szefuje w tym półroczu pracami UE. Bardziej wymowny był prezydent Francji Jacques Chirac. - Fakt, że Komisja ponownie zajmie się dyrektywą, oznacza, że reguła pochodzenia będzie wycofana - powiedział po rozmowach w Brukseli.

Reklama
Reklama

Tylko tyle było możliwe

Polski premier określił kompromis w sprawie dyrektywy jako "satysfakcjonujący". - Stawka jest zbyt wysoka, więc nie możemy nie wykazać się minimum elastyczności - tłumaczył dziennikarzom. Rząd będzie teraz przekonywał partnerów unijnych do akceptacji reguły pochodzenia. W zamian może zaproponować okresy przejściowe w jej stosowaniu. Przeciwne temu są polskie firmy. - To zły kompromis. Będziemy żądać, aby podobne ograniczenia, jakie spotykamy na Zachodzie, były praktykowane i u nas - mówi J. Bartnik.

PAP

Reforma Paktu Stabilności

i Wzrostu zatwierdzona

- Nowi członkowie Unii Europejskiej mogą wejść do strefy euro nawet z deficytem przekraczającym lekko 3% PKB - powiedział premier i minister finansów przewodniczącego w tym półroczu UE Luksemburga, Jean-Claude Juncker. Szczyt szefów państw Unii zatwierdził wczoraj ustalenia niedzielnego spotkania ministrów finansów krajów Unii. Oznacza to, że w ciągu pięciu lat, licząc od 2004 roku, Polska będzie mogła pomniejszać deficyt o - malejącą z roku na rok - część kosztów modernizacji systemów emerytalnych. - Ustalenia reformy umożliwią Polsce wejście do strefy euro w wyznaczonym terminie (2009 r. - red.) -- powiedział M. Belka. Okazało się jednak, że "zmiękczenie" reguł dyscypliny budżetowej zawartych w Pakcie nie złagodziło stanowiska Niemiec w kwestii budżetu Unii na lata 2007-2013. Kanclerz Gerhard Schroeder zapowiedział, że będzie dalej obstawał przy jego ograniczeniu do 1% dochodu narodowego brutto UE. Taki pułap oznacza, że mniej środków trafi do biedniejszych krajów Unii, w tym Polski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama