Utarło się, że to październik jest miesiącem najbardziej pamiętnym dla inwestorów giełdowych. A to za sprawą spektakularnych krachów na Wall Street sprzed lat. Załamanie notowań w "czarny czwartek" 24 października i krach "czarnego wtorku" 29 października 1929 r. są w końcu uważane za symboliczny początek Wielkiego Kryzysu. Z kolei 19 października, ale już 1987 roku, przeszedł do historii za sprawą największego w dziejach procentowego jednosesyjnego spadku indeksu Dow Jones (22,6 procent). Dziesięć lat później - 27 października 1997 r. - były szanse też na "piękną" masakrę, ale - przy indeksie spadającym już o 554 punkty - po raz pierwszy zastosowano zasadę automatycznego zawieszenia notowań. Opłaciło się, bo następnego dnia rynek odbił z wielkim impetem, a przy okazji padł nowy rekord październikowy - po raz pierwszy w dziejach Wall Street na jednej sesji handlowano ponad miliardem akcji...
Nie ma co - w październiku jest co wspominać. Tradycyjnie ważny bywa także grudzień (z window dressing eufemistycznie określanym mianem rajdu św. Mikołaja) i styczeń (gdy naród czeka na efekt stycznia). Z pozoru nudne są miesiące wakacyjne - lipiec i sierpień, ale i o nich mówi się czasem z tęsknotą, że być może - wbrew obawom - to właśnie one przyniosą wzrosty cen i indeksów (co się faktycznie zdarzało). Ale z krwawym październikiem może konkurować chyba tylko marzec. Tak się jakoś składa, że właśnie w marcu wypadają rocznice kilku przełomowych momentów w historii rynku globalnego i giełdy polskiej. I to nie tylko przecież z hossy internetowej...
Jakby nie było, to w marcu 1994 roku nasz WIG osiągnął rekordowy poziom 20 760 punktów. Kac po tej hossie był taki, że dopiero sześć lat później - i to znowu w marcu (dokładnie: 27) 2000 r. - WIG ustanowił nowy trwały rekord (22 868 punktów). W tym samym marcu 2000 r. (ale 10) historyczny i niepokonany do dziś rekord - prawie 2482 punkty - osiągnął WIG20. Warto zwrócić uwagę, że był to poziom niemal pięciokrotnie wyższy od historycznego dna (578 punktów) zanotowanego pięć lat wcześniej - także w... marcu (1995 r.).
Marzec jest też ważny dla Rynku Wszystkich Rynków. Największy nominalnie jednoseryjny wzrost (o 499 punktów) indeks Dow Jones zanotował bowiem 16 marca 2000 r. Wcześniej, ale także w marcu, ten sam indeks przełamywał kolejne symboliczne poziomy - 500 punktów (12 III 1956 r.) i - znacznie później - 10 tysięcy punktów (19 III 1999 r.). W marcu roku 2000 - rzutem na taśmę - z rynkiem żegnała się dotcomowa hossa - Nasdaq dotarł na najwyższy poziom w historii - 5049 punktów - na zamknięciu sesji 10 marca. Rekord o tyle kłopotliwy, że po części dotcomów nie ma nawet śladu...
Przed nami, nomen omen, kwiecień. Jak tłuczono mi do głowy jeszcze w podstawówce, kwiecień to miesiąc oszczędzania (o ile pamiętam, październik też nim - jakimś dziwnym trafem - był). Jak wyszli na oszczędzaniu ci, którzy słuchali zachęt do ciułania, gdy ja chodziłem do podstawówki - szkoda gadać... Świątecznie życzę wszystkim, żeby kwiecień nie był dla nas zbyt okrutny. Pech chce, że akurat w kwietniu wypada jeszcze jedna, ale niezbyt sympatyczna rocznica - wszak to 14 kwietnia minie pięć lat od największej nominalnie (niemal 612 punktów) "obsuwy" indeksu Dow Jones. n