Trzeba zwiększać konsumpcję w kraju, szczególnie wieprzowiny. Eksport, który stanowi około 10% produkcji mięsa w Polsce, niewiele tu pomoże. Cały rynek unijny też pełen jest zboża i wieprzowiny, przy czym tam produkują żywiec w dużych stadach, a więc efektywniej i taniej. Nasza przewaga w stosunku do unijnych przetwórców mięsa pozostała głównie w marżach ubojowych i przetwórczych. Wielką przeszkodą dla ekonomicznej efektywności eksportu jest mocny złoty wobec euro i dolara.
O ile może wzrosnąć spożycie?
Na rynku krajowym mamy jeszcze rezerwy w konsumpcji mięsa wieprzowego. Przeciętny Polak zjada ok. 70 kg mięsa rocznie, podczas gdy Niemiec - ponad 100 kg. Myślę, że realne byłoby zwiększanie konsumpcji w ciągu 10 lat do 80-82 kg rocznie na osobę, a w ciągu 15 lat - do ok. 85 kg. Osiągnęlibyśmy wtedy średni poziom europejski. Niestety, wzrost konsumpcji nie następuje dynamicznie. Zależy od siły nabywczej społeczeństwa. Istnieje znaczna elastyczność dochodowa popytu na mięso, ale społeczeństwo ma wciąż niskie dochody.
Jaka będzie rentowność branży?
Ten rok będzie trudny. Przemysł mięsny ma duże zadłużenie. Ostatnie dwa lata były rekordowe, jeśli chodzi o poziom inwestycji. Przeznaczono na ten cel około 1,5 mld zł! Wiele zakładów zaciągnęło kredyty, musi spłacać zadłużenie, a rentowność całej branży oscyluje wokół zera. Nawet przy pewnym wzroście konsumpcji mięsa i zwiększeniu obrotów nie sądzę, aby rentowność branży w tym roku się poprawiła. Wynik może okazać się nieco lepszy, jeśli postępować będzie zwalczanie szarej strefy i poprawią się relacje producentów z sieciami handlowymi.
Dziękuję za rozmowę.