Przebicie najszybszej linii trendu spadkowego nie przyniosło kontynuacji ruchu w górę. Ale po poniedziałkowym gwałtownym skoku rynek ma prawo do odpoczynku. Wykres kontraktów terminowych znalazł się między dwiema istotnymi barierami. Górną stanowi połowa wysokiej czarnej świecy z poprzedniego czwartku na 1970 pkt. To właśnie ta świeca powstała "przy okazji" otwarcia ostatniej luki bessy. Właściwie uzasadnione jest analizowanie obydwu tych "obiektów" razem. Pokonanie 1970 pkt będzie właściwie tylko przygrywką do ataku na lukę bessy. Jej zamknięcie (zakończenie sesji przynajmniej na 2002 pkt.) będzie zapowiedzią ataku na szczyt z końca lutego (2108 pkt.). Ale nie taki scenariusz uważam za najbardziej prawdopodobny. Słabość wczorajszej zwyżki to zapowiedź ponownego przetestowania wsparcia na 1923 pkt. Na tej wysokości na wykresie kontynuacyjnym znajduje się przyspieszona linia trendu, która wzmacnia znaczenie dołka z 21 marca. Na wykresie serii czerwcowej linia ta nie istnieje.
Nie wykluczyłby, że kolejna fala spadkowa sprowadzi notowania nawet poniżej 1923 pkt., do linii trendu, biegnącej po dołkach z października 2004, listopada 2004 i stycznia 2005 r. Wsparcie to właśnie zbliża się do poziomu 1900 pkt. Odbicie zapoczątkowane z tej wysokości miałoby szansę zamknięcia ostatniej luki bessy. Na marginesie - właściwa linia trendu znajduje się dopiero w okolicach 1800 punktów i trzeba się liczyć z tym, że korekta przedłuży się nawet do tego poziomu.
Atak na lukę bessy bez żadnej konsolidacji wydaje się mieć niewielką szansę powodzenia. Choć warto tutaj wziąć poprawkę na wyższą niż zwykle zmienność rynku, która sprawia, że dzieją się nie tylko rzeczy zaskakujące (to akurat na giełdzie jest normalne), ale dodatkowo dzieją się szybko.