Reklama

Pogoda dla różnej maści giełdowych debiutantów

Ubiegły rok przyniósł - w ślad za wzrostem kursów akcji - ożywienie na rynkach pierwotnych najważniejszych giełd Europy Zachodniej. Na parkiet podążały spółki małe i duże, rozpoczynające działalność i znane od dawna, reprezentujące "stare" branże i przykuwające uwagę śmiałymi pomysłami biznesowymi.

Publikacja: 30.03.2005 08:51

Liczba ofert publicznych (IPO - Initial Public Offerings) realizowanych przez spółki, które dopiero podążają na parkiet, to w dużym stopniu pochodna koniunktury na rynku wtórnym akcji. W okresie światowej bessy w latach 2000-2002 inwestorzy nie tylko nie chcieli kupować walorów firm już notowanych, ale także tych dopiero wchodzących na giełdy. Spółki lub ich właścicieli zniechęcała do debiutu konieczność zaakceptowania niskiej ceny za papiery. Dopiero kiedy w 2003 r. indeksy zaczęły iść wreszcie w górę, stopniowo poprawiła się też sytuacja na rynku pierwotnym. Ustabilizowanie kursów na wysokich poziomach w ubiegłym roku zachęciło firmy do wchodzenia na giełdy.

W pierwszej kolejności ożywienie na rynku pierwotnym w Europie dotyczyło spółek o dość ustabilizowanej sytuacji finansowej, generujących zyski. Inwestorzy pozostawali natomiast ostrożni wobec przedsiębiorstw wysokich technologii, mając świeżo w pamięci krach na rynku IT w 2000 r. Dowodem na to było niepowodzenie ofert dwóch niemieckich spółek technologicznych (producenta półprzewodników X-Fab Semiconductor Foundries oraz producenta części do mikroprocesorów Siltronic) próbujących wejść na giełdę w I kw. ub.r.

PKO BP wśród największych

Największym europejskim debiutem była w ubiegłym roku oferta belgijskiego operatora telekomunikacyjnego Belgacom, warta 3,29 mld euro. Wejście telekomu na giełdę miało umożliwić mniejszościowym akcjonariuszom (zagranicznym operatorom skupionym w konsorcjum ADSB) sprzedaż udziałów. W tym celu Belgacom odkupił, a następnie zaoferował inwestorom giełdowym 40% swoich akcji. Większościowym udziałowcem telekomu pozostało państwo (60%). Oferta cieszyła się powodzeniem m.in. dzięki dobrej sytuacji finansowej spółki. W przeciwieństwie do wielu innych europejskich operatorów, Belgacom nie zdecydował się wcześniej na kosztowne inwestycje w system UMTS ani też nie dążył do przejęć za granicą, dzięki czemu zachował duże rezerwy gotówki.

Drugą największą ofertą w Europie była sprzedaż akcji banku PKO BP, z której Skarb Państwa pozyskał 1,78 mld euro. Poza Belgacom i PKO BP oferty jeszcze 6 innych spółek były warte co najmniej 1 mld euro. Trzecią największą debiutującą firmą był Deutsche Postbank (1,425 mld euro). Jednocześnie była to największa oferta publiczna w Niemczech od czterech lat. Oferta obejmowała 50% minus 1 akcja. Pod względem liczby klientów jest to największy detaliczny bank na silnie rozdrobnionym rynku niemieckim.

Reklama
Reklama

Duży wybór spółek

Na europejskich giełdach pojawili się reprezentanci różnorodnych branż. Do największych należały oferty telekomów (obok Belgacomu także irlandzki Eircom - największy debiut roku w Dublinie), spółek chemicznych (norweski producent nawozów Yara), medialnych (portugalska telewizja Media Capital), z branży medycznej (francuski BioMerieux produkujący systemy diagnostyczne), transportowej (Air China, Cintra), spożywczej (brytyjski Premier Foods) czy też elektromaszynowej (Snecma).

Wśród mniejszych spółek znalazła się duża liczba (ponad 50) szeroko pojętych firm inwestycyjnych, niekiedy rozpoczynających działalność od zera, ale za to oferujących ciekawe pomysły biznesowe. Należał do nich np. Black Sea Property Fund inwestujący w budowę apartamentów i hoteli nad Morzem Czarnym w Bułgarii, Libra Natural Resources dążąca do przejęć firm zajmujących się wydobyciem surowców naturalnych, Uranium Resources zainteresowana przedsięwzięciami związanymi z produkcją uranu w Australii, Afryce i byłym ZSRR, czy też Equity Pre-IPO Investment lokujący środki w akcje niepublicznych spółek, które jednak mają szansę zadebiutować na giełdzie w ciągu 18 miesięcy. Z kolei firma o tajemniczo brzmiącej nazwie Quintessentialy English upatrywała okazji do zarobku w inwestowaniu w spółki, których produkty cechują się "silną identyfikacją z Anglią lub językiem angielskim".

Część debiutujących spółek zajmuje się bardzo specjalistyczną lub niszową działalnością. Przykładowo Pure Wafer prowadzi odzysk krzemowych płytek mikroprocesorowych. Z kolei Dignity oferuje "usługi pogrzebowe", a Ibas Holding zajmuje się odzyskiwaniem i usuwaniem danych. Do nietypowych firm zaliczyć też można Unibet, przyjmujący przez internet zakłady sportowe.

Londyn przyciągnął małych, Euronext - dużych

Większość nowych spółek przyciągnęła w ubiegłym roku giełda londyńska (LSE). Niemal wszystkie z tamtejszych debiutów (90%) dotyczyły jednak nie głównego parkietu, ale specjalnego rynku średnich i małych spółek - AIM (Alternative Investment Market). Obowiązujące na nim wymogi wobec debiutujących firm są znacznie mniej rygorystyczne niż na największych giełdach. Przykładowo nie ma określonej minimalnej kapitalizacji giełdowej ani też liczby akcji, które powinny znajdować się w wolnym obrocie. Część spółek debiutujących na AIM pochodziła spoza Wielkiej Brytanii, m.in. z Włoch.

Reklama
Reklama

Właśnie za sprawą tego, że na LSE pojawiły się przede wszystkim mniejsze przedsiębiorstwa, średnia wartość ofert publicznych w Londynie (18 mln euro) była zdecydowanie mniejsza niż na innych rynkach. Mimo mniejszej liczby debiutantów pod względem wartości ofert najlepiej wypadł sojusz giełd Euronext (grupujący rynki w Amsterdamie, Brukseli, Lizbonie i Paryżu). Zaważyła na tym sprzedaż akcji Belgacomu (blisko 40% wartości wszystkich debiutów). Pod tym względem wyróżniły się także parkiety we Włoszech i w Niemczech.

GPW w czołówce

W porównaniu z największymi rynkami Europy, polska giełda wypadła w ubiegłym roku bardzo dobrze. Uplasowała się na trzecim miejscu (po LSE i Euronext) zarówno pod względem liczby, jak i wartości ofert. To zasługa przede wszystkim sprzedaży akcji PKO BP. Gdyby nie bank, średnia wielkość oferty na GPW spadłaby z 85 mln euro do 35 mln euro. Łączna wartość IPO bez PKO BP wyniosła blisko 1,2 mld euro, co i tak zapewnia Warszawie miejsce w europejskiej czołówce.

Pod względem liczby debiutów giełdowych inne kraje z Europy Środkowowschodniej wypadły blado. Jedyną ofertą była czerwcowa sprzedaż akcji czeskiej spółki farmaceutycznej Zentiva (notowanej także w Londynie). Wartość oferty sięgnęła ok. 150 mln euro. Był to pierwszy debiut w Pradze od ponad 10 lat. Na Węgrzech - mimo panującej hossy - pojawiło się tylko jedno nowe przedsiębiorstwo (FreeSoft, producent oprogramowania). Także na niektórych innych europejskich giełdach (Ateny, Kopenhaga, Helsinki, Luksemburg) w ogóle nie było debiutów.

Za oceanem też więcej IPO

Ożywienie przeżywa także rynek pierwotny w USA, gdzie liczba nowych ofert sięgnęła w ub.r. 260. To niemal trzy razy więcej niż w 2003 r. (88) i jednocześnie najwięcej od czasów internetowej bańki spekulacyjnej w 1999 r. Z ofert pozyskano w ub.r. 51,9 mld USD. Największą spółką debiutującą w 2004 r. w USA było Genworth Financial (oferta warta 2,8 mld USD). W 2003 r. koncern ten został wydzielony z giganta General Electric i przejął od niego część aktywów z branży finansowej (głównie ubezpieczenia). Do największych należały także oferty Chinese Semiconductor Manufacturing (1,8 mld USD), ubezpieczyciela Assurant (1,76 mld USD) i wyszukiwarki internetowej Google (1,7 mld USD). Ożywienie za oceanem dotyczyło praktycznie wszystkich branż. Najwięcej nowych spółek działa w sektorze biotechnologii (30), nieruchomościach (24), bankowości (21), oprogramowania (21) i ochrony zdrowia (20).

Reklama
Reklama

Europejskie debiuty

dały zarobić

Inwestorzy, którzy kupowali w ubiegłym roku w ofertach publicznych akcje największych debiutantów, mieli okazję do zarobienia zazwyczaj kilku procent na pierwszej sesji. Wyróżniły się walory Air China, które przyniosły zysk ponad 8% (biorąc pod uwagę cenę zamknięcia na pierwszej sesji). W kolejnych miesiącach notowania zachowywały się stabilnie. Pod tym względem lepsza dla inwestorów była druga połowa roku. Na wykresie 1. widać indeks, w skład którego wchodzi wyłącznie 10 największych debiutujących w ub.r. spółek z Europy Zachodniej. Każda z niPocząwszy od października ub.r. wskaźnik ten rośnie szybciej niż indeks europejskich blue chips Dow Jones Stoxx 50. W tym okresie pod względem stopy zwrotu wyróżniły się papiery producenta m.in. kart płatniczych Axalto, które dały zarobić blisko 50%. Ponad 20-proc. zyskiem od października mogą cieszyć się posiadacze akcji francuskiego Pages Jaunes i brytyjskiego Premier Foods. W tym samym czasie żadna z największych debiutujących w ub.r. spółek nie zanotowała spadku kursu. Świadczy to o tym, że rynek uznał papiery największych europejskich debiutantów za atrakcyjne.

Kupić i szybko sprzedać

Na wykresie 2. widać podobny indeks obliczony dla wszystkich polskich spółek, które zadebiutowały na GPW w ub.r. Chociaż inwestorzy mogli w zdecydowanej większości przypadków zarobić, sprzedając akcje nowych firm na pierwszej sesji, to trzymanie ich przez kolejne miesiące nie było już najlepszym pomysłem. Lepszym rozwiązaniem było zainwestowanie zarobionej gotówki na rynku wtórnym. Zwłaszcza w drugiej połowie ub.r. notowania niedawnych debiutantów zachowywały się znacznie słabiej niż cały rynek. Podczas gdy WIG stopniowo wspinał się na nowe szczyty, to indeks IPO opadał. Sytuacja zmieniła się w lutym tego roku, kiedy kursy ubiegłorocznych debiutantów zaczęły odrabiać straty.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama