Większa część wczorajszej sesji była potwornie nudna. Świąteczny nastrój najwyraźniej nie opuszczał inwestorów, których aktywność była bardziej niż skromna. Przez pierwszą połowę sesji indeks WIG20 falował wokół poziomu wtorkowego zamknięcia w oczekiwaniu na decyzję Rady Polityki Pieniężnej dotyczącej poziomu stóp procentowych. Sam fakt ogłoszenia obniżki stóp też nie był w stanie wyrwać rynku z uśpienia, przede wszystkim dlatego, że cięcie o 50 punktów było już zdyskontowane w cenach zarówno złotego, jak i papierów dłużnych. Inwestorzy na GPW też raczej nie mogli się czuć zaskoczeni, chyba że za reakcję na ten pierwszy krok w procesie rozluźniania polityki pieniężnej w Polsce uznać dynamiczną zwyżkę indeksu w godzinę po ogłoszeniu komunikatu RPP (zwłaszcza że popyt skupił się jedynie na PKO BP i TP, a w mniejszym stopniu na Pekao).
Wyhamowanie spadków na warszawskiej giełdzie w ostatnich dniach wiązać należy raczej z chwilowym wyczerpaniem potencjału wzrostowego dolara do euro. Opublikowany we wtorek indeks optymizmu, wskazujący na lekki spadek zaufania amerykańskich konsumentów, a zwłaszcza perspektywa piątkowych danych z rynku pracy w USA, spowodowała pogorszenie się nastawienia inwestorów do dolara. Ale taka sytuacja może nie potrwać długo. W naszym kraju docelowo obniżenie stóp procentowych, a w ślad za tym również ceny kredytu, powinno pozytywnie wpłynąć na rynek akcji. Dopóki jednak w perspektywie mieć będziemy możliwość dalszego osłabienia naszej waluty, trudno liczyć na jakąś trwalszą tendencję wzrostową, głównie dlatego, że trudno ją sobie wyobrazić bez udziału kapitału zagranicznego. Odnosi się to przede wszystkim do blue chipów, bo gracze zachodni wyraźnie preferują spółki duże i płynne. Firmy mniejsze, na których koncentrują się inwestorzy krajowi, mogą rosnąć, choć może być problem z wyborem tego optymalnego waloru.
Zwróć uwagę:
Spółki tworzące MIDWIG - w tym roku mogą okazać się lepsze od naszych eksportowych blue chipów.