Notowania TU Europa od dłuższego czasu poruszają się w trendzie bocznym. Powód jest prozaiczny - w wolnym obrocie jest tylko 0,55% akcji spółki, reszta należy do znanego inwestora giełdowego Leszka Czarneckiego i LC Corp., podmiotu od niego zależnego. Wczoraj jednak kurs spółki skoczył z 36,4 zł do 49,6 zł. Między innymi z tego powodu giełda zawiesiła na pewien czas notowania spółki.
Powtórka z sierpnia?
Z podobnie wysokim i równie trudnym do wytłumaczenia wzrostem kursu giełdowego ubezpieczyciela mieliśmy do czynienia w drugiej połowie sierpnia ub.r. Wtedy wspiął się on na szczyt - 60 zł. Potem przez kilka dni "łagodnie" opadał. Warto zwrócić uwagę, że latem ub.r. przez rynek przeszedł także podobny pakiet akcji - 13,4 tys., podczas gdy wczoraj było to 12,5 tys. Przypadek?
Jest jeszcze jedna zbieżność. W środę zarząd TU Europa poinformował, że Leszek Czarnecki dzień wcześniej nabył w dwóch pakietach 872 papiery spółki za 31,32 tys. zł (płacił odpowiednio 35,66 zł i 36,37 zł za walor). W sierpniu ub.r. spółka informowała, że L. Czarnecki kupił w okresie 6-13 lipca 6203 papiery - płacąc wówczas ok. 20 zł mniej. Wcześniej zakończyło się wezwanie, w wyniku którego główny udziałowiec chciał skupić 100% akcji TU Europa.
Rośnie, zamiast spadać?