Idzie wiosna, mieliśmy ostatnią marcową kartkę. Gospodynie myją więc okna, a zarządzający je "przystrajają". To właśnie window dressing ustawiło wczorajszą sesję, a sygnał do ataku dała TPS, na której kilka gigantycznych zleceń pokazało, że nikomu nie chodzi o uzupełnienie portfela akcjami, a jedynie o poprawę jego wyceny. Warto w tym miejscu zauważyć, że ostatnie dwie fale trendu wzrostowego miały swój koniec na przełomie miesięcy. Ta pierwsza szczyt intraday (WIG20) wyznaczyła na sesji po zamknięciu 2004 roku (miesiąca/kwartału/roku), a szczyt drugiej został zanotowany na ostatniej sesji lutego. Proszę jednak nie odczytywać tego jako wyznaczenie lokalnego szczytu. Większą wagę radzę przywiązywać do strojenia okienek po miesiącach wyraźnych wzrostów, niż po zamknięciu miesiąca na czerwono.

Na dzisiaj, oczywiście, liczy się tylko jedno - amerykańskie dane makro z najważniejszym raportem z rynku pracy. W zeszłym miesiącu opisywałem, że wiele czynników sugeruje mocne rozczarowanie stanem rynku pracy, choć dotyczy to najwcześniej danych za kwiecień. Cały świat będzie patrzeć na publikację, a my ze względu na przesunięcie czasu poznamy ją dopiero o 15.30, czyli tuż przed zamknięciem. Taki układ sugeruje, że sesję już teraz należy spisać na straty i po wczorajszym zamiataniu większość funduszy odpocznie. Chyba że wpadnie im w ręce raport Goldman Sachs, którego analitycy prognozując ceny ropy mówili o dopiero rozpoczynającej się paraboli ("early stages of a superspike period"), podnosząc docelową cenę z przedziału 50-80$ do 50-105$. To, oczywiście, ciekawostka, bo przy dobrych nastrojach wywołałoby to szturm na akcje PKN, przy złych panikę na większości spółek. Teraz liczy się sytuacja na globalnych rynkach z walutami i notowaniami obligacji na czele.