Piątkowa sesja na rynku terminowym, chociaż zapowiadała się na ciekawą, była stosunkowo bezbarwna. Nieco emocji było tylko na samym jej początku i później na końcu, kiedy to bardzo słabe dane z USA "pogoniły" byki.
Za to z technicznego punktu widzenia wczorajsza sesja była dość znacząca. Popyt próbował bowiem doprowadzić do przełamania potrójnego oporu, jaki tworzy luka bessy z 16 marca br. (1998--2007 pkt), 38,2-proc. zniesienie Fibonacciego ostatniego impulsu spadkowego oraz wstępna linia trendu, poprowadzona po maksimach z 28 lutego i 9 marca br. Sztuka ta jednak się nie udała. Co więcej, wyrysowana lokalna spadająca gwiazda dodatkowo wzmacnia tę barierę podażową. Właściwie, gdyby nie otwarta w czwartek luka hossy 1976-1987 pkt, która chroni stronę popytową, to ze 100-proc. pewnością można by prognozować test, a nawet przełamanie dwuletniej linii trendu wzrostowego (aktualnie 1950 pkt) w przyszłym tygodniu. A tak, wspomniana luka hossy w połączeniu z widoczną poprawą sytuacji na niektórych wskaźnikach, tworzy szanse do kolejnego ataku na opisywane opory.
Analiza wykresu tygodniowego nie rozwiewa wątpliwości odnośnie do zachowania rynku terminowego w najbliższych dniach. Z jednej strony bowiem mamy liczne sygnały sprzedaży na wskaźnikach, wzmacniane przez długoterminowe negatywne dywergencje, potwierdzoną świecową formację zasłony ciemnej chmury oraz przełamany szczyt z 31 grudnia 2004 (1982 pkt).
Z drugiej jednak, strona popytowa dzielnie broni znajdującą się na 1950 pkt dwuletnią linię hossy. Dopóki więc wykres pozostaje ponad nią, dopóty sprawa zmiany trendu nie jest przesądzona. Tym samym nie można również przesądzać, w którą stronę ruszą w przyszłym tygodniu kontrakty.