Rynek stawia mnie w dość niezręcznej sytuacji. Jeśli ktoś zdecydował się w tym tygodniu inwestować na GPW, to nie za bardzo przyjmie do wiadomości, że takie ruchy należy ignorować. Ja na to wszystko patrzę przez palce. Zachęca do tego bardzo niski obrót, zupełny brak większych zleceń, czy choćby takie kwiatki, jak wzrost kursu PKN po wyraźnym spadku cen ropy reagującej na opinie Greenspana. Do tego wszystkiego wybicie z konsolidacji w końcówce sesji rozpoczęliśmy akurat w momencie, gdy złoty zaczął słabnąć, czyli zupełnie wbrew logice obowiązującej w ostatnich tygodniach.

Kontynuacji takiej powolnej wspinaczki już dzisiaj bym raczej nie oczekiwał, bo popyt musi brać pod uwagę ryzyko zostawiania z akcjami na 3-dniową przerwę. To może prowokować do realizacji zysków. Ale w tym tygodniu giełda bardziej przypomina hazard niż zwyczajowy rynek kapitałowy. Ja tak oceniam rynek i decyzję o kierunku na czwartkowej sesji, czy wręcz samym udziale w takim handlu zostawiam w całości czytelnikom.

Z ciekawostek warto odnieść się do "szaleństwa cenowego" na rynku ropy. Ta opinia Greenspana to byczy argument w walce ze zwolennikami pamiętnego raportu Goldmana Sachsa (cena baryłki ropy dojdzie nawet do 105 USD), choć powszechność przedruku tej rekomendacji sama w sobie przesądza o jej niskiej wartości. Warto jednak przy tych dwóch opiniach zauważyć, że choć obecna cena ropy przekroczyła niedawno historyczne szczyty (początku lat 80. i potem początku lat 90.), to po skorygowaniu jej notowań o indeks cen konsumpcyjnych (CPI), szczyt ceny ropy sprzed ćwierćwiecza przekroczylibyśmy na dzisiaj dopiero po dojściu do około 93 USD. Korygując ceny o PPI, ta bariera jest niżej, bo już przy 68 USD. Czyli dla konsumentów, wbrew obiegowej opinii, ropa jest dalej "tania".