Czwartkowa sesja zakończyła ruch powrotny. W sumie nie ma co się dziwić, bo zwyżce towarzyszył niski obrót, średnie przybrały niekorzystny wygląd, wykres napotkał silny opór, a i nastrój nie sprzyjał kupowaniu, czy bardziej generalnie - inwestowaniu.

Skrócony tydzień kończymy na umiarkowanie wysokim poziomie (1977 pkt), ale pod luką bessy z 16 marca, pod oporem na (również psychologicznym) poziomie 2000 pkt i pod, na razie jeszcze rosnącą, średnią kroczącą z 45 sesji. Optymizmem może napawać fakt, że marcowa zniżka powstrzymana została na poziomie 62-proc. zniesienia dla styczniowo -lutego impulsu. Ponieważ jednak pogorszeniu uległ wygląd wskaźników i średnich kroczących, wcale nie musi to oznaczać końca wyprzedaży.

Co do samych oscylatorów to delikatnie poprawił się ich ogólny obraz. MACD przedostał się właśnie powyżej średniej, ale na razie wątpliwe, by przebił także poziom równowagi. Na Ultimate, po serii negatywnych dywergencji powstało niewielkie podwójne dno, ale nie wiem, czy na tej podstawie można wieścić ewentualne zakończenie spadków, tym bardziej początek jakichś poważniejszych wzrostów. Uważam, że jeśli ceny takich firm, wchodzących w skład WIG20, jak PKN Orlen, Telekomunikacja i PKO BP pozostaną stabilne, to wartość kontraktów na indeks może się utrzymać na bieżącym poziomie i przez jakieś czas oscylować wokół niego. Kierunek ruchu może wyznaczyć bardzo stromo nachylona linia trendu, łącząca wierzchołki świec z 28 lutego, 9 marca i 6 kwietnia. W czwartek nie udało się jej po raz kolejny sforsować, co pokazuje, że na razie rynek nie ma siły na większy wzrost. Może w przyszłym tygodniu ogólny optymizm płynący z ostatnich dni przeniesie się choć w części na giełdę.