Bez większych emocji przebiegły wtorkowe notowania największych spółek na GPW. Obrót nie przekroczył 200 mln zł. Z technicznego punktu widzenia można to tłumaczyć tym, że indeks znalazł się pomiędzy nadal rosnącą średnią kroczącą z 45 sesji i wyhamowującą spadki średnią z 15 sesji.

W kontekście średnich kluczowe znaczenie ma obrona długoterminowej SK-100. Pierwszy jej test z końca marca wypadł pomyślnie dla byków. W tej chwili znajduje się ona w pobliżu 62--proc. zniesienia Fibonacciego, co dodatkowo wzmacnia jej znaczenie. W przypadku jej przełamania zniesienie może działać jako filtr. Spadek notowań poniżej zniesienia przyniesie kontynuację zniżki do poziomu mniej więcej 1810 pkt, a od testu tego wsparcia zależeć będzie przyszła koniunktura. W skrajnych przypadkach zatrzymamy się przy poziomie ok. 1600 pkt lub (w wariancie optymistycznym) możliwy stanie się test ostatniego wierzchołka.

Pozytywne oddziaływanie cen surowców na naszych czołowych producentów może przyczynić się do podtrzymania długookresowych trendów. To powinno pociągnąć za sobą wzrost indeksu. Wówczas ewentualny sceptycyzm inwestorów powinien być widoczny w odniesieniu do szerokości rynku i być może także w ujemnej bazie na kontraktach terminowych.

Znamienne jest zachowanie dziennych oscylatorów, które po kilku dniach wzrostu przestają kontynuować ruch w okolicy poziomów równowagi. Owszem, nie generują wiarygodnych sygnałów, ale dają jednak do myślenia. Znacznie gorzej wyglądają te same wskaźniki (MACD, Ultimate) w układzie tygodniowym. Pierwszy przełamuje właśnie kilkumiesięczny trend wzrostowy; drugi spadł poniżej swego poziomu równowagi i, co gorsza, również poniżej ostatniego dołka, co oznacza, że powstała na nim negatywna dywergencja. Czy na tej podstawie można prognozować kierunek przyszłego ruchu? To z pewnością nieco za mało, ale akurat ten wskaźnik dosyć dobrze sprawdza się na polskiej giełdzie. Można potraktować jego wskazanie jako wiarygodny sygnał ostrzegawczy.