- Możliwe, że w Sejmie będzie większość, która 5 maja poprze skrócenie kadencji parlamentu - powiedział wczoraj marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz. Jego zdaniem, coraz więcej osób w SLD chce wcześniejszego rozwiązania Sejmu. - Ostateczną decyzję w tej sprawie SLD podejmie pod koniec kwietnia - zapowiedział przewodniczący Sojuszu Józef Oleksy. - Rosną szanse na wcześniejsze wybory, i to mnie cieszy - tak wypowiedź marszałka skomentował z kolei premier Marek Belka.
Przypomnijmy, że głosowanie nad samorozwiązaniem Sejmu przewidziane jest na 5 maja. Jednak skrócenie kadencji mogłoby nastąpić jeszcze wcześniej. Już jutro w Sejmie będzie głosowany wniosek o wotum nieufności dla ministra skarbu Jacka Sochy. Premier Belka zapowiedział, że jeśli wniosek przejdzie, jeszcze tego samego dnia sam zgłosi wniosek o wotum zaufania dla całego rządu. Jeśli posłowie powiedzą "nie", gabinet definitywnie odchodzi. - Wtedy oczywiste stają się przyspieszone wybory - stwierdził Oleksy.
Partie prorządowe mobilizują swe siły przed jutrzejszym głosowaniem. Odwołano m.in. wszelkie wyjazdy posłów koalicji. Choć takiej mobilizacji nie ma w ławach opozycji, losy głosowania nie są pewne. Języczkiem u wagi wydaje się PSL, a ludowcy zdecydowali się poprzeć wotum nieufności dla Sochy.
Jakie znaczenie dla inwestorów mogą mieć ewentualne przyspieszone wybory? Ekonomiści są w tej sprawie zgodni: żadne. - Budżet na 2006 rok i tak będzie opracowywał obecny minister finansów - stwierdził Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku - Moim zdaniem, nikłe są szanse, aby nowa ekipa mogła wprowadzić do projektu jakieś istotniejsze zmiany, niezależnie od tego, czy wybory odbyłyby się w czerwcu, czy dopiero jesienią.
Według niego, nie ma też nic takiego, czego rząd z powodu skrócenia kadencji mógłby nie zdążyć dokończyć. - Termin wyborów nie powinien mieć wpływu na wprowadzenie na warszawską giełdę Grupy Lotos oraz Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa - stwierdził nawet wiceminister skarbu Krzysztof Żyndul.