Obecnie prezes spółki z większościowym udziałem Skarbu Państwa może zarobić maksymalnie 14,03 tys. zł brutto (bez premii) miesięcznie, znacznie mniej niż jego odpowiednicy w prywatnych firmach. To efekt wprowadzonej w 2000 r. tzw. ustawy kominowej, która ogranicza poziom zarobków do 6-krotności średniego wynagrodzenia. Ministerstwo skarbu od drugiej połowy ub.r. intensywnie pracuje nad urynkowieniem pensji państwowych menedżerów.
(Nie)równe zasady
Po kilku miesięcznych konsultacjach MSP przygotowało projekt nowelizacji ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi. Wczoraj odbyło się jego pierwsze czytanie. - Konieczność zmiany przepisów wynika z ich niezgodności z Traktatem Wspólnotowym, który zakłada równe traktowanie sektora publicznego i prywatnego. Również w ustawie konstytucyjnej jest zapis o równości wobec prawa - uzasadniał Krzysztof Żyndul, wiceminister skarbu.
Według niego, nowelizacja nie oznacza, że płace w państwowych spółkach zostaną całkowicie uwolnione. - Wynagrodzenie zależeć będzie m.in. od wielkości zatrudnienia, przychodów ze sprzedaży oraz wypracowywanych przez daną firmę zysków, a także np. efektów restrukturyzacji - wyjaśniał K. Żyndul. Z projektu wynika, że podstawowa część dochodu ma być bardziej zróżnicowana, od 4 do 12-krotności średniego wynagrodzenia. W razie poprawy wyników państwowi menedżerowie mogliby liczyć na premię (6-krotność części stałej wynagrodzenia).
Nadzieja ministra