Realizacja czarnego scenariusza oznaczałaby spadek indeksu cenowego mniej więcej do poziomu z połowy maja 2004 r. Skąd takie pesymistyczne przewidywania?
Ruch powrotny zakończony
Z technicznego punktu widzenia kluczowa dla oceny sytuacji w dłuższym okresie jest formacja, jaka na "cenówce" tworzyła się od wiosny ubiegłego roku do marca tego roku. Był to kanał wzrostowy. Nachylenie tej formacji wskazywało na to, że nie opisuje ona przystanku w trendzie rosnącym, a raczej jest oznaką słabnięcia kupujących. Byli oni co prawda w stanie dwukrotnie wynieść notowania ponad maksimum z wiosny 2004 r., ale nie zdołali ich na dłużej tam utrzymać. Do tego ruch wzrostowy z początku roku okazał się na tyle słaby, że indeks nie dotarł do górnej granicy kanału, potwierdzając w ten sposób malejącą skłonność do kupowania akcji. Ta obserwacja potwierdziła się podczas zniżki trwającej w drugiej połowie lutego i pierwszej połowie marca. Indeks z dość dużym impetem przerwał dolną granicę formacji i zatrzymał się dopiero na średniej kroczącej z 250 sesji. Wsparcie z jej strony pozwoliło wykonać ruch powrotny do dolnego ograniczenia kanału. Jednak kwiecień znów przyniósł pogorszenie koniunktury - wszystkie sesje z minionego tygodnia zakończyły się zniżką, tylko dwa razy w tym miesiącu indeks cenowy zyskał na wartości. Ostatecznie w ostatni czwartek spadł on poniżej średniej kroczącej z 250 sesji, poniżej której poprzednio znajdował się ponad dwa lata temu.
Przebieg wykresu indeksu cenowego cały czas nasuwa skojarzenie z przebiegiem wypadków na wykresie Dębicy w drugiej połowie 2003 r. i pierwszej połowie 2004 r. W jej przypadku mieliśmy do czynienia z dwuletnią hossą i później rocznym okresem budowania podobnej formacji kanału wzrostowego. Indeks cenowy rósł dynamicznie przez półtora roku, a formacja tworzyła się przez 9 miesięcy. Proporcje są więc zatem identyczne. Tak samo zachowują się też tygodniowy MACD, który w trakcie powstawania kanału wzrostowego systematycznie sunie w dół, oraz dzienny MACD, który wraz z opuszczeniem formacji dołem spadł poniżej dołków ustanawianych podczas hossy.
Snując tę analogię dalej, można dojść do wniosku, że ruch powrotny w stronę średniej kroczącej z 250 sesji był ostatnią okazją do pozbycia się papierów. Potem trend zniżkowy stopniowo nabierał tempa. Nawet spadek do podstawy formacji nie wywołał trwalszej poprawy notowań. Cena zniżkowała aż do 38,2-proc. zniesienia hossy, co w przypadku indeksu cenowego oznaczałoby osiągnięcie 17 320 pkt w perspektywie kolejnych miesięcy. Byłoby to równoznaczne z przeceną o ponad jedną trzecią z obecnego poziomu. Taki scenariusz stanie się jednak bardziej realny dopiero z chwilą przełamania 24 829 pkt, gdzie znajduje się podstawa formacji, czyli dołek z maja 2004 r. Pesymistyczne zapatrywania na przyszłość przestałyby być uzasadnione po sforsowaniu przez "cenówkę" bariery 28 189 pkt, gdzie mamy górkę z przełomu marca i kwietnia.