Reklama

Ameryka szkodzi

Sesje z ostatniego tygodnia przybliżyły nasz rynek do kontynuacji spadku, rozpoczętego na przełomie lutego i marca. Najwięcej powodów do niepokoju daje wykres indeksu cenowego, przestrzegający przed rozpoczęciem bardziej dynamicznego ruchu w dół. Ceny akcji mogą obniżyć się przeciętnie o ok. 7%.

Publikacja: 16.04.2005 08:48

Realizacja czarnego scenariusza oznaczałaby spadek indeksu cenowego mniej więcej do poziomu z połowy maja 2004 r. Skąd takie pesymistyczne przewidywania?

Ruch powrotny zakończony

Z technicznego punktu widzenia kluczowa dla oceny sytuacji w dłuższym okresie jest formacja, jaka na "cenówce" tworzyła się od wiosny ubiegłego roku do marca tego roku. Był to kanał wzrostowy. Nachylenie tej formacji wskazywało na to, że nie opisuje ona przystanku w trendzie rosnącym, a raczej jest oznaką słabnięcia kupujących. Byli oni co prawda w stanie dwukrotnie wynieść notowania ponad maksimum z wiosny 2004 r., ale nie zdołali ich na dłużej tam utrzymać. Do tego ruch wzrostowy z początku roku okazał się na tyle słaby, że indeks nie dotarł do górnej granicy kanału, potwierdzając w ten sposób malejącą skłonność do kupowania akcji. Ta obserwacja potwierdziła się podczas zniżki trwającej w drugiej połowie lutego i pierwszej połowie marca. Indeks z dość dużym impetem przerwał dolną granicę formacji i zatrzymał się dopiero na średniej kroczącej z 250 sesji. Wsparcie z jej strony pozwoliło wykonać ruch powrotny do dolnego ograniczenia kanału. Jednak kwiecień znów przyniósł pogorszenie koniunktury - wszystkie sesje z minionego tygodnia zakończyły się zniżką, tylko dwa razy w tym miesiącu indeks cenowy zyskał na wartości. Ostatecznie w ostatni czwartek spadł on poniżej średniej kroczącej z 250 sesji, poniżej której poprzednio znajdował się ponad dwa lata temu.

Przebieg wykresu indeksu cenowego cały czas nasuwa skojarzenie z przebiegiem wypadków na wykresie Dębicy w drugiej połowie 2003 r. i pierwszej połowie 2004 r. W jej przypadku mieliśmy do czynienia z dwuletnią hossą i później rocznym okresem budowania podobnej formacji kanału wzrostowego. Indeks cenowy rósł dynamicznie przez półtora roku, a formacja tworzyła się przez 9 miesięcy. Proporcje są więc zatem identyczne. Tak samo zachowują się też tygodniowy MACD, który w trakcie powstawania kanału wzrostowego systematycznie sunie w dół, oraz dzienny MACD, który wraz z opuszczeniem formacji dołem spadł poniżej dołków ustanawianych podczas hossy.

Snując tę analogię dalej, można dojść do wniosku, że ruch powrotny w stronę średniej kroczącej z 250 sesji był ostatnią okazją do pozbycia się papierów. Potem trend zniżkowy stopniowo nabierał tempa. Nawet spadek do podstawy formacji nie wywołał trwalszej poprawy notowań. Cena zniżkowała aż do 38,2-proc. zniesienia hossy, co w przypadku indeksu cenowego oznaczałoby osiągnięcie 17 320 pkt w perspektywie kolejnych miesięcy. Byłoby to równoznaczne z przeceną o ponad jedną trzecią z obecnego poziomu. Taki scenariusz stanie się jednak bardziej realny dopiero z chwilą przełamania 24 829 pkt, gdzie znajduje się podstawa formacji, czyli dołek z maja 2004 r. Pesymistyczne zapatrywania na przyszłość przestałyby być uzasadnione po sforsowaniu przez "cenówkę" bariery 28 189 pkt, gdzie mamy górkę z przełomu marca i kwietnia.

Reklama
Reklama

Rynki wschodzące wyszły

z mody

Jednym z kluczowych czynników determinujących wydarzenia na warszawskim parkiecie w tym roku są przepływy globalnego kapitału. Rynki wschodzące w I kwartale (dokładnie mówiąc do połowy marca) były jego zdecydowanym faworytem. Teraz coraz wyraźniej widać, jak się od nich odwraca. Szczególnie odczuwają to giełdy latynoamerykańskie, które w tym miesiącu straciły już ponad 5% w lokalnej walucie. Argentyna i Brazylia do tej pory w kwietniu zniżkowały po ponad 8% w lokalnej walucie.

Ta grupa krajów najbardziej jest narażona na ryzyko związane z większym zainteresowaniem się globalnego kapitału amerykańskimi aktywami. Co jednak ciekawe, coraz wyraźniej zmieniające się na korzyść nastawienie inwestorów do dolara wcale nie idzie w parze ze wzmocnieniem koniunktury na parkietach w Stanach Zjednoczonych. Przeciwnie. W gronie państw o dojrzałych gospodarkach wypadają one najgorzej zarówno w tym miesiącu, jak i w całym obecnym roku. S&P 500 stracił do tej pory w kwietniu 1,6%, a od początku roku ponad 4%. To odpowiedź na symptomy zwalniania gospodarki, będące pochodną utrzymujących się od drugiej połowy minionego roku wysokich cen ropy naftowej i wyższych stóp procentowych. Na te czynniki wskazują słabe notowania w tym roku sektora dóbr wrażliwych na wahania koniunktury oraz finansowego. Jednocześnie stabilizacja notowań dolara w ostatnich miesiącach i coraz bardziej realne odwrócenie dotychczasowego trendu spadkowego gdzieś od połowy tego roku wzmagają obawy o wyniki amerykańskich korporacji, które w dużym stopniu korzystały na deprecjacji waluty. Tłumaczyłyby one kiepskie zachowanie w ostatnim czasie spółek technologicznych. Zapotrzebowanie na ich produkty w dużym stopniu pochodzi z sektora przedsiębiorstw.

Giełdy w USA są drogowskazem dla innych rynków. Z tego powodu bardzo niepokoi perspektywa dalszego spadku tamtejszych indeksów. S&P 500 przeciął linię ośmiomiesięcznej tendencji zwyżkowej i stanął kolejny raz przed testem kluczowego w długim terminie wsparcia w rejonie 1160 pkt. Jego sforsowanie przemawiałoby za utrwaleniem złych nastrojów na giełdach i, co gorsza, skłaniało do przyjęcia, że to dopiero początek przeceny.

Lokalnych problemów

Reklama
Reklama

też nie brak

Atmosfera na świecie nie sprzyja inwestycjom w akcje. Doniesienia z krajowego podwórka też nie są budujące. OFE nie śpieszą się z dalszymi zakupami walorów, z akcyjnych funduszy inwestycyjnych w lutym i marcu odpływały pieniądze. Gospodarka najlepszy okres na razie ma za sobą, a do tego wchodzi w okres, w którym da o sobie znać tzw. efekt wysokiej bazy porównawczej, wynikający z przedakcesyjnego boomu z roku ubiegłego. W odniesieniu do wyników giełdowych spółek w wielu przypadkach obserwowaliśmy go już w drugiej połowie 2004 r. Pojawi się też w rezultatach finansowych za I półrocze 2005 r. Coraz więcej wskazuje na to, że wybory odbędą się jeszcze przed wakacjami, a do tego, sądząc z ostatnich sondaży, układ sił pomiędzy prawdopodobnymi koalicjantami zmienia się na korzyść PiS-u, gorzej od PO postrzeganego przez rynki finansowe.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama