Realna zmiana wartości kredytów w marcu wyszła na plus - po ośmiu miesiącach spadku. Można to potraktować jako zapowiedź odbicia inflacji. Za rok. Wcześniej powinniśmy być świadkami bardzo niskiej dynamiki cen. Wskaźnik wzrostu cen może być nawet w pobliżu zera.
Realną dynamikę kredytów i inflacji zestawił jeszcze w ubiegłym roku Wojciech Białek, analityk SEB TFI. Według niego, skutkiem przyspieszenia akcji kredytowej jest większy wzrost produkcji, ale też szybszy wzrost cen. Jeśli dynamika kredytu spada - stanowi to zapowiedź zmniejszenia się inflacji. Z jakim wyprzedzeniem pojawia się ta zapowiedź? Według Białka, jest to około 12 miesięcy.
Zależność sprawdziła się w ostatnich kilku kwartałach. Zanim jeszcze w ub.r. Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe, realny przyrost kredytów wyraźnie się zmniejszył. I teraz mamy do czynienia z kolejnymi niespodziankami inflacyjnymi.
Czy związek między kredytami i inflacją będzie się utrzymywał? Według samego analityka SEB TFI, "trzeba być bardzo ostrożnym przy opieraniu wniosków na jednym tylko wskaźniku". - Wahania dynamiki kredytów mogą być iluzją wywołaną zmianami kursu złotego. Duża część kredytów jest denominowana w walutach obcych - dodał Białek. Zaznaczył jednak, że ze wszystkich modeli wynika, że przynajmniej do pierwszych miesięcy przyszłego roku procesy dezinflacyjne będą się utrzymywać.
Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK, do związku między dynamiką kredytu i inflacji podchodzi z rezerwą. Według niego jest on niezbyt mocny, a przede wszystkim niestabilny w czasie. Istnieje, ale w dłuższym okresie. W krótkim na inflację wpływa wiele innych czynników. - Gdyby związek między pieniądzem a inflacją był ścisły, praca ekonomistów i banków centralnych byłaby niezwykle łatwa. Nie jest chyba jednak przypadkiem, że banki odchodzą od kontroli agregatów pieniężnych i komplikują sobie zadanie prowadząc politykę bezpośredniego celu inflacyjnego - podsumował Bielski.