Nerwowa reakcja giełdy japońskiej na pogorszenie stosunków z Chinami gwałtownie pogorszyła nastroje na światowych rynkach akcji. Po piątkowej przecenie WIG20 oczekiwania dalszej dekoniunktury były co prawda dość silne, lecz pozostawała jeszcze nadzieja na oparcie w okolicy 1830 pkt. Nadspodziewanie duży spadek Nikkei o niemal 4% (!) pogrzebał tę szansę.
Przy stosunkowo niewielkich obrotach (zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić) WIG20 obniżył się w połowie sesji do 1900 pkt. Wtedy nastąpiło dosyć dynamiczne odbicie DAX. Tym samym obroniony został, przynajmniej na razie, psychologiczny poziom 1900 pkt. Do końca sesji indeks oscylował w okolicy 1910 pkt. Ale również w tej okolicy (1880-1900 pkt - szeroki przedział wynika z różnic pomiędzy wykresem liniowym i logarytmicznym) przebiega jedna z linii trendu wzrostowego, wyznaczona przez dołki z listopada 2003, z sierpnia 2004 i stycznia 2005. Poziom ten nabiera więc dodatkowego znaczenia. Łatwiejsza do utrzymania będzie inna linia wsparcia, zaczepiona na dołkach z października i stycznia. Przebiega w okolicy 1860-1875 pkt.
Przy obecnym zachowaniu rynku trudno o optymizm. Oznak przesilenia na razie nie widać. Podaż zdominowała całą giełdę. Chęci zakupu nie widać szczególnie na szerokim rynku mniejszych spółek, których kursy dramatycznie spadają. Sprowokuje to do sprzedaży kolejne rzesze sfrustrowanych inwestorów, a w konsekwencji panikę, na której skorzystają nieliczni. Będą między nimi OFE.
Kiepskie wieści nadeszły też z rynku walutowego. Złoty osłabł w poniedziałek dość znacznie. Była to zapewne reakcja na możliwość przejęcia władzy przez PiS i LPR w przyszłym sejmie. We wtorek poznamy PPI. Prognozy są pesymistyczne - mówią o spadku produkcji przemysłowej. Z drugiej strony podnosi to szansę kolejnej obniżki stóp. Ewentualny wpływ obniżki stóp na giełdę będzie widoczny, lecz z dużym opóźnieniem. Najpierw musi dojść do zmiany trendu na wzrostowy. Kluczowe znaczenie dla zachowania WIG20 w najbliższych dniach będą miały rynki zagraniczne.