Wejście Polski do strefy euro stworzy możliwość utrzymywania wzrostu gospodarczego w granicach 6-7% przez 10-15 lat, uważa Stanisław Gomułka, główny ekonomista PZU. Według niego, dzięki wejściu Polski do strefy euro tempo wzrostu w naszym kraju mogłoby się zwiększyć o co najmniej 1 pkt. proc. Prezes NBP Leszek Balcerowicz szacował niedawno pozytywny wpływ przyjęcia euro na 0,2-0,4 pkt. proc. PKB.
Według Gomułki, tempo wzrostu ogranicza niewielki poziom krajowych oszczędności. Przy oszczędnościach rzędu 20% PKB, tempo wzrostu jest ograniczone do ok. 4%. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne podnosiły tempo wzrostu w ostatnich 10 latach o ok. 0,5 punktu procentowego.
Wejście do strefy euro zwiększa jednak szanse sięgnięcia do oszczędności zagranicznych. - Możliwość skorzystania z oszczędności zagranicznych jest realna ze względu na stosunkowo niskie zadłużenie sektora przedsiębiorstw w sektorze bankowym - podkreśla Gomułka.
Zdaniem Gomułki, jeśli pominąć wpływ zaburzenia związanego z wejściem do Unii Europejskiej, to kryteria nominalne, dotyczące inflacji i długoterminowych stóp procentowych, są już spełniane lub niemal spełniane od kilku lat. Podobnie będzie w najbliższych kilku latach. Presję inflacyjną ogranicza głównie wysoka stopa bezrobocia. Jednocześnie wobec porozumienia z Unią w sprawie OFE, konieczne ograniczenie deficytu budżetowego jest "stosunkowo niewielkie" - wynosi około 2% PKB. To dostosowanie mogłoby nastąpić w latach 2006-2007. - Podstawowy problem to ryzyko polityczne. Jeśli będzie koalicja innego typu niż PO-PiS, wtedy jest oczywiste, że nie wejdziemy do euro przed 2010 r. A kiedy po 2010 - tego nie wiadomo - ostrzega Stanisław Gomułka.