Po bardzo dobrym 2004 roku, kiedy obroty wrocławskiej spółki wzrosły o 40%, do 207 mln zł, a zysk powiększył się 11-krotnie (wyniósł 11,1 mln zł) bieżący rok będzie dla TIM-u co najmniej równie dobry. Wprawdzie dynamika zwiększania przychodów wyraźnie spadnie (mają powiększyć się o 20%), podobnie jak i wyniku netto (o 17%), ale i tak spółka zamierza rozwijać się dużo szybciej niż konkurenci.
TIM chce dalej powiększać sieć oddziałów. Robi to otwierając nowe placówki (ostatnio w Inowrocławiu), a nie kupując inne podmioty. Krzysztof Folta, prezes giełdowej spółki, twierdzi, że taka droga rozwoju jest dużo tańsza niż akwizycje. Równolegle TIM prowadzi prace nad zwiększeniem efektywności. Skraca terminy płatności i zwiększa rotację zapasów. Nie pozostaje to bez wpływu na poziom rentowności. Prezes Folta stawia przed spółką bardzo ambitne wyzwanie. Do 2006 r. ma zostać liderem na rynku handlu wyrobami elektroenergetycznymi.
Na razie inwestorzy giełdowi dość chłodno przyjęli nowe plany finansowe TIM-u. Na pewno pozytywnej reakcji nie sprzyjały rozbudzone nadmiernie, po danych za 2004 r., oczekiwania. Należy jednak przypomnieć, że w tamtym roku firma czterokrotnie podwyższała prognozę. Kurs spółki zniżkował wczoraj o 0,8%, do poziomu 5,95 zł.