Pokutujemy za rozbudzenie gospodarki, jakie nastąpiło przed rokiem, zanim weszliśmy do Unii Europejskiej. Wystrzeliła wtedy sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa, przyspieszył eksport, a w konsekwencji skoczyło tempo PKB (do 6,9% w I kw. 2004 r.).
Negatywne efekty tego ożywienia są już widoczne w przemyśle. W marcu produkcja było o 3,7% mniejsza niż przed rokiem. To pierwszy spadek od sierpnia 2002 r. i najgorszy wynik od maja 2002 r.
Następną "ofiarą" ubiegłorocznego ożywienia jest handel detaliczny. Przypomnijmy, że w marcu 2004 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o prawie 21%, a w kwietniu o blisko 30%. Teraz ekonomiści oczekują spadku. Urban Górki z Millennium spodziewa się, że wyniesie on 4,5% w ujęciu rocznym. Jacek Wiśniewski z Pekao obstawia 1%. Bardziej optymistyczny jest Łukasz Tarnawa z PKO BP, który prognozuje minimalny wzrost, o 0,2%. - To i tak jest bardzo słaby wynik. Dynamika całego handlu detalicznego jest ciągnięta w dół przez sprzedaż samochodów - mówi specjalista. W marcu ub.r. mieliśmy w tej grupie - według danych GUS - wzrost o prawie 50%. Teraz sprzedaż mocno spada.
W opinii Ł. Tarnawy, wyniki handlu detalicznego za marzec byłyby jeszcze gorsze, gdyby nie święta wielkanocne, które podbiły dynamikę sprzedaży (w tym roku były w marcu, a w zeszłym roku w kwietniu). Jakie były ostateczne wyniki, dowiem się w poniedziałek.
Efekt statystyczny to nie jedyne wytłumaczenie spowolnienia w handlu. - Mamy słabszą konsumpcję indywidualną. Brak waloryzacji rent i emerytur w połączeniu ze spadkiem prac w przedsiębiorstwach jest tylko w części równoważony przez dopłaty z UE dla rolników i zmniejszenie inflacji - mówi U. Górski.