Coraz tańszy dostęp do internetu, rosnące przekonanie do tej formy komunikacji, niskie prowizje, a także łatwość składania zleceń maklerskich to główne powody rosnącej popularności rachunków internetowych. Co to jednak oznacza dla rynku? Czy korzystają na tym tylko klienci?
- Dostęp do rachunku przez internet daje dużo więcej możliwości pozyskiwania informacji, a to jest podstawa w inwestowaniu na giełdzie - mówi Marek Jaczewski zajmujący się analizami rynkowymi i rozwojem w BM BGŻ.
- Klienci mają notowania na żywo, dostęp do indeksów światowych online. To po prostu ułatwia inwestowanie. Można szybciej zajmować pozycje - tłumaczy Ryszard Sikora, dyrektor Departamentu Klientów Indywidualnych ING Securities.
- Wystarczy kliknąć, żeby złożyć zlecenie. Jak coś jest nie tak, to je anulować. Nie ma porównania do tradycyjnych form pod względem wygody - mówi Krzysztof Polak, dyrektor BM Banku BPH.
To jednak nie jedyny powód, który przemawia za tą formą inwestowania. Jak mówi Ryszard Sikora, prowizje internetowe stanowią średnio 60% tradycyjnych opłat. W przypadku kontraktów terminowych na jednej pozycji jest 2-3 zł taniej. Internet to jednak nie tylko korzyść dla samych klientów. - Dzięki temu, że są niskie prowizje i dużo łatwiej zawierać transakcje, można zarabiać na dużo mniejszych ruchach cenowych. To powoduje zwiększenie płynności całego rynku - tłumaczy R. Sikora. Potwierdzają to obroty generowane przez internautów. W ING Securities rośnie ich udział w ogólnej wartości obrotów klientów detalicznych. - Szczególnie widać to było w ostatnim roku. W 2004 r. w przypadku kontraktów połowa obrotów była generowana przez internet. Obecnie już 70%. Jeśli chodzi o akcje ten udział wzrósł z 30 do 38% - mówi R. Sikora. W BM BPH klienci zawierają około 80% transakcji przez internet. Pod względem wartości jest to 70%.