Firmy asset management (w tym - TFI i OFE) muszą z jednej strony zadbać o profesjonalny nadzór nad spółkami z portfeli (funduszy), którymi zarządzają, ale z drugiej - nie mogą pozwolić na to, by z inwestora portfelowego stać się np. funduszem restrukturyzacyjnym, który musiałby zajmować się ingerowaniem w bezpośrednią działalność operacyjną spółek z portfela. Powód? Po pierwsze - to, że ktoś jest sprawnym zarządzającym czy analitykiem, nie oznacza, że jest równie kompetentny jeśli chodzi nie tylko o wspomnianą działalność operacyjną w różnych branżach produkcji i usług, ale nawet - jeśli chodzi o odpowiednio profesjonalny nadzór nad działaniami zarządu (co należy do zadań rad nadzorczych). Po drugie - jednoczesne zarządzanie portfelem i konieczność "operacyjnego" nadzoru nad władzami wielu spółek z tegoż portfela byłoby nie tylko mało realne czasowo, ale bardzo kosztowne. O konflikcie interesów nie wspominając...

Ani zarządzający, ani etatowi pracownicy firm asset management (w tym TFI i OFE) nie powinni łączyć swojej pracy z członkostwem w radach nadzorczych spółek, których akcje kupili do portfeli klientów. W radach nadzorczych powinni znaleźć się wskazywani przez inwestorów portfelowych profesjonaliści. Przy czym ważne, by wskazania owe nie ograniczały się tylko do stosunkowo wąskiego kręgu "starych wyjadaczy", nawet jeśli są oni niezaprzeczalnymi autorytetami prawnymi. Chodzi bowiem o to, by członkowie rad nadzorczych naprawdę prześwietlali spółkę, kontrolowali działania zarządu i działali, gdy zajdzie taka potrzeba. Innymi słowy - ich zadania nie mogą sprowadzać się do nominalnego członkostwa, opiniowania prawnego i formalnego uczestnictwa w posiedzeniach.

Mówiąc jeszcze inaczej - członkostwo w radzie nadzorczej nie powinno być traktowane jako sposób na rozbudowanie CV "działaczy" sfer okołobiznesowych, czy - niestety - politycznych. Osobiście, wolałbym widzieć w radach nadzorczych ludzi z doświadczeniem rynkowym i biznesowym, ale zdecydowanie bardziej - analityków niż brylujących na rozmaitych salonach VIP-ów. W sytuacji, gdy niektórzy prawnicy, ekonomiści czy politycy licytują się ilością "fuch" w radach nadzorczych spółek z rozmaitych branż można przecież mówić już o wypaczeniu idei funkcjonowania takich rad. Ze szkodą dla spółki, instytucji posiadającej jej akcje i jej klientów. Bowiem nawet jeśli założymy dobre intencje tak usytuowanego członka wielu rad nadzorczych, można wątpić w realność szansy, by mógł on w odpowiednio rzetelny sposób zajmować się tak wieloma sprawami na raz. Co za dużo, to niezdrowo...

Tymczasem konieczność zapewnienia profesjonalnego nadzoru w spółkach publicznych to naprawdę nie tylko slogan - element budowania ładu korporacyjnego. To wymóg ochrony interesów firm asset management i ich klientów. I dobrze byłoby, gdyby rynek zaczął podchodzić do tego tematu bardziej serio niż do tej pory.

Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst jest wyłącznie wyrazem jego osobistej wiedzy i poglądów i nie może być inaczej interpretowany.