Trwający od miesiąca spadek cen surowców w zeszłym tygodniu się zatrzymał. W poprzedni wtorek indeks CRB Futures poszedł w górę po raz pierwszy od trzynastu sesji i znów znalazł się powyżej bariery 300 pkt. Średnie ceny 17 uwzględnionych w nim surowców i towarów wzrosły jeszcze w środę i piątek - ogółem indeks zyskał w zeszłym tygodniu 3,1%.

Odżyli przede wszystkim inwestorzy z rynku energii, windując cenę notowanej w Nowym Jorku baryłki ropy naftowej light crude do poziomu niemal 56 USD, czyli o ponad 6%. Niepokój na rynku wzbudziły przede wszystkim wieści z Wenezueli, która zagroziła ograniczeniem dostaw surowca, a także doniesienia o zamknięciach rafinerii w Teksasie.

Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie o cenie ropy będą decydować dane o konsumpcji paliw. W Stanach rozpoczyna się sezon urlopowy, więc popyt będzie rósł - w ocenie niektórych analityków, notowania ropy będą "testować" rekord z połowy marca. Wczoraj, podczas gdy inwestorzy czekali na dotyczące ropy wieści ze spotkania prezydenta Busha z przywódcą Arabii Saudyjskiej księciem Abdullahem, jej cena oscylowała wokół zamknięcia z piątku.

Słychać jednak coraz więcej opinii, że nabrzmiała bańka na rynku surowców (indeks CRB Futures osiągnął w połowie marca poziom najwyższy od 24 lat) wkrótce z hukiem pęknie. Wskazywać mają na to m.in. hurraoptymistyczne prognozy, takie jak przedstawiona niedawno przez bank Goldman Sachs - mówiąca, że baryłka ropy może niedługo kosztować 105 USD. Podobna euforia jest widziana tylko wtedy, gdy ceny osiągają ekstrema.