Chodzi o pieniądze z tzw. działania 2.3 Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw. Bruksela przewidziała w nim do końca 2006 r. około 360 mln zł na wsparcie inwestycji polskich firm. Te najpierw inwestują z własnych środków, dopiero potem liczyć mogą na zwrot 75% nakładów. Aby ułatwić finansowanie, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości - instytucja obsługująca program - zawarła porozumienie z 37 bankami. Pozyskanie kredytów na zakup maszyn czy nieruchomości powinno być więc łatwiejsze. Nie jest.
Zmiana zasad gry?
Banki zarzucają Agencji utrudnianie akcji pożyczkowej. PARP nie pozwolił bowiem na stosowanie w umowach z kredytobiorcami przewłaszczenia. To sytuacja, kiedy bank z powodu braku spłat pożyczki przejmuje środek trwały, zakupiony w ramach dotacji. - To dla nas dotkliwe, ponieważ jest to klasyczny instrument gwarancji - skarży się Jerzy Małkowski, ekspert Związku Banków Polskich. Niektórzy bankowcy są bardziej dosadni: - Nie po raz pierwszy instytucje decydujące o przyznaniu środków unijnych zmieniają reguły w trakcie procesu. Efekt jest taki, że wnioski naszych klientów są odrzucane nie dlatego, że wniosek jest zły, tylko dlatego, że zmieniły się zasady - mówi Włodzimierz Grudziński, prezes Banku Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
Trzeba czytać wzory umów
- O żadnej zmianie zasad nie ma mowy. Banki znały wzór umowy o dotację, w którym zapisano wyraźnie - to, na co przeznacza się pieniądze unijne, musi być w posiadaniu beneficjenta - odpiera Monika Karwat-Bury, rzecznik PARP. Agencja przywołuje opinię prawną, z której wynika, że przewłaszczenie jest zbyciem środka trwałego. Tego z kolei zabrania rozporządzenie ministra gospodarki o SPO-WKP. - Bankom powinna wystarczyć inna gwarancja - cesja praw do dotacji - dodaje M. Karwat-Bury.