Reklama

Pogoń za Ameryką czy ucieczka przed Chinami?

Gospodarka Unii Europejskiej jest drugą co do wielkości na świecie, po amerykańskiej. I nic nie wskazuje na to, żeby w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat dogoniła Stany Zjednoczone. Przeciwnie. Bruksela musi dołożyć starań i tak stymulować gospodarkę, aby nie dała się doścignąć rozpędzonym Chińczykom.

Publikacja: 29.04.2005 09:23

Strategia Lizbońska, przyjęta w 2000 roku w portugalskiej stolicy, zakładała, że unijna gospodarka stanie się do 2010 roku "najbardziej konkurencyjną i dynamiczną" na świecie i prześcignie amerykańską. W ubiegłym miesiącu władze UE same uznały, że projekt ten nie ma żadnych szans na realizację. Gospodarka Wspólnoty, zamiast doganiać amerykańską, coraz bardziej od niej odstaje i na razie musi się zadowolić drugim miejscem na świecie. Władze w Brukseli powinny raczej zwracać baczniej uwagę na to, by Unia Europejska nie dała się wyprzedzić, odgrywającym coraz istotniejszą rolę w światowej gospodarce - Chinom.

Ameryka sprzed 20 lat

Ekonomiści szacują, że poziom rozwoju gospodarki Unii Europejskiej jest podobny do tego w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Ta przynajmniej 20-letnia różnica widoczna jest m.in. na przykładzie stopy zatrudnienia w krajach UE, która w ub.r. wyniosła 64%, tyle samo ile w USA w 1978 r. Prognozy mówią, że Europa może osiągnąć poziom Stanów Zjednoczonych pod tym względem najwcześniej w 2023 r.

Tylko nieco lepsza jest sytuacja Europy, jeśli chodzi o wartość produktu krajowego na osobę. W ub.r. PKB per capita wyniósł 25 336 USD, mniej więcej tyle samo ile w Stanach Zjednoczonych w 1985 r. Doścignąć rywala zza Atlantyku UE może dopiero w... 2072 r. - twierdzą ekonomiści. Wskaźnik PKB na zatrudnionego sięga teraz "amerykańskiego poziomu" z 1989 r.

Więcej wydatków na badania

Reklama
Reklama

Europa wydaje na badania i rozwój (bardzo ważny wskaźnik innowacyjności gospodarki) tyle, ile Stany Zjednoczone w 1979 r. Eksperci twierdzą, że właśnie w tym segmencie Staremu Kontynentowi będzie najtrudniej rywalizować z USA. Doścignąć ten kraj może dopiero w 2123 r., i to pod warunkiem, że co roku będzie przeznaczać na badania i rozwój o 0,5% więcej pieniędzy niż Stany Zjednoczone. Teraz USA wydają rocznie na badania 3,12% własnego PKB, podczas gdy Unia Europejska tylko 1,93% produktu. Aby gonić rywali zza Atlantyku, Bruksela chce w latach 2007-2013 wydać na ten cel aż 70 mld euro.

Amerykańskie przedsiębiorstwa biją więc europejskich rywali, jeśli chodzi o innowacyjność. To one były np. motorem napędowym sektora nowoczesnych technologii, szybciej znalazły miejsce w epoce internetu, poprawiają konkurencyjność i prowadzą ekspansję w globalnej skali.

Bardzo istotny jest fakt, że tę przewagę nad Europą Stany Zjednoczone wypracowały przy zbliżonych stopach inflacji (średnio w latach 1990-2003 wyniosła ona w obu regionach ok. 2,3%), a to oznacza, że USA mogły rozwijać się szybciej, bez zachwiania równowagi gospodarczej.

Gdzie ta konkurencyjność?

Pod względem konkurencyjności także kraje unijne pozostają daleko w tyle, nie tylko za USA, ale również innymi państwami. Według raportu za 2004 r. sporządzonego przez szwajcarską szkołę biznesu IMD, pierwsze miejsce w rankingu konkurencyjności zajęły Stany Zjednoczone, a na kolejnych pozycjach znalazły się Singapur (skok o dwa miejsca), Kanada, Australia, Islandia i Hongkong. Dopiero siódma pozycja przypadła pierwszemu krajowi wchodzącemu w skład UE - Danii. Po niej kolejne miejsca zajęli inni członkowie Wspólnoty - Finlandia, Luksemburg i Irlandia. Niepokojący dla Brukseli jest przede wszystkim fakt, że na bardzo odległych miejscach w rankingu znalazły się największe unijne kraje, których gospodarka jest motorem napędowym Wspólnoty, takie jak Niemcy (21. miejsce), Wielka Brytania (22.) i Francja (30.). Twórcy rankingu wzięli pod uwagę ponad 300 różnych czynników, poczynając od danych makroekonomicznych, na danych dotyczących sektora prywatnego kończąc. Niskie miejsce w zestawieniu krajów unijnych tłumaczą przede wszystkim rosnącymi deficytami budżetowymi, starzeniem się społeczeństwa i niewystarczającym wzrostem gospodarczym.

Wolna, ciężka europejska

Reklama
Reklama

lokomotywa

Według ostatniego raportu opublikowanego przez OECD, w najbliższych latach gospodarka europejska nadal nie będzie nadążać w wyścigu za swoimi największymi konkurentami. Eksperci organizacji z Paryża szacują, że w bieżącym roku PKB strefy euro wzrośnie o 1,9%. W przyszłym roku powinno być trochę lepiej, bo oczekują tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 2,5%. To jednak znacznie gorszy wynik niż w przypadku Stanów Zjednoczonych, gdzie wzrost PKB w br. jest szacowany na 3,3%, a w przyszłym na 3,6%. O dużo słabszej kondycji Unii w stosunku do "rywala" zza Atlantyku świadczą też dane z ub.r. Stany Zjednoczone rozwinęły się w tempie 4,4%, podczas gdy strefa euro - 1,8% (źle wypadła przede wszystkim gospodarka niemiecka, największa w europejskiej unii walutowej, która rozwinęła się w tempie 1,6%, i to po dwuletniej stagnacji). Dla porównania, PKB Japonii wzrósł w ub.r. o 4%, a Chin... aż o 9,5%.Na tle "starej" Unii lepiej wygląda 10 krajów, które dołączyły do Wspólnoty rok temu. W ub.r. jednym z motorów rozwoju była Polska (ponad 5-proc. wzrost PKB), w niewiele wolniejszym tempie rozwijała się Słowacja. Liderowały kraje bałtyckie - Łotwa powiększyła PKB aż o 7,2%, Litwa o 6,4%.

Według prognoz Komisji Europejskiej, również w tym roku "nowi" członkowie będą najszybciej się rozwijać (choć Polska gospodarka ma nieco zwolnić, do 4,4%). Tymczasem wśród "starej 15." tylko Wielka Brytania, nie należąca do strefy euro, powinna rozwijać się na "przyzwoitym poziomie". Kłopoty mogą przeżywać przede wszystkim Niemcy, borykające się ze zbyt wysokim deficytem i rosnącym bezrobociem. Przed kilkoma dniami sześć wiodących niemieckich instytutów ekonomicznych obniżyło prognozę wzrostu PKB w br. do 0,7%, z 1,5%. Mniejszymi pesymistami są eksperci OECD, którzy prognozują, że w tym roku gospodarka naszych zachodnich sąsiadów rozwinie się w tempie 1,4% (o 0,5 pkt proc. poniżej średniej w strefie euro).

Polityka socjalna

i starzejące się społeczeństwo

Poważnym problemem dla polityków w Brukseli może się również okazać wiek społeczeństwa. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych większość krajów europejskich ma silnie rozwinięte systemy zabezpieczeń społecznych, świadczeń socjalnych. Utrzymanie takiego modelu gospodarczego jest jednak coraz bardziej kosztowne, a to ze względu na fakt starzenia się obywateli. Coraz więcej z nich jest objętych zabezpieczeniami socjalnymi, natomiast coraz mniej Europejczyków pracuje tworząc dochodów narodowy.

Reklama
Reklama

W takich okolicznościach istotną rolę może odgrywać niebawem czas pracy. W Europie pracuje się krócej niż za Atlantykiem. Obywatel największych krajów unijnych, takich jak Niemcy czy Francja, pracuje średnio od 1400 do 1500 godzin rocznie. Amerykanin o 250-350 godzin dłużej. Dodatkowo wydajność pracy na Starym Kontynencie jest niższa, co wiąże się ze znanym już problemem postępu technologicznego.

Chińskie zagrożenie

To Chińczycy mogą - zdaniem ekonomistów - w niedalekiej przyszłości zagrozić Unii Europejskiej, jako drugiej gospodarce świata. Tamtejsza gospodarka rozwija się w takim tempie, że władze w Pekinie starają się ją od pewnego czasu przyhamować, w obawie przed przegrzaniem (w ub.r. m.in. nakazały bankom ograniczyć kredyty dla niektórych branż, takich jak hutnictwo, nieruchomości czy motoryzacja). Na razie jednak te zabiegi nie przynoszą oczekiwanych efektów. Opublikowane przed kilkoma dniami dane na temat tempa wzrostu chińskiej gospodarki znów zaskoczyły analityków. PKB zwiększył się o kolejne 9,5%, do 3,14 bln juanów (379 mld USD). Eksperci oczekiwali zwyżki o 9%. Produkcja przemysłowa wzrosła aż o 16% (firmy z zagranicy zachęcone niskimi kosztami pracy, pensje pracowników stanowią 1/25 tego, co trzeba zapłacić w USA), a eksport zwyżkował o 35%.

Dolar uderza w eksport

Eksport to także motor napędowy gospodarki zachodnioeuropejskiej. A niekorzystnie na jego wyniki wpływa kurs euro. Tymczasem OECD prognozuje, że w bieżącym roku znów dojdzie do aprecjacji wspólnego europejskiego pieniądza w stosunku do waluty amerykańskiej. Za osłabieniem dolara przemawiają dane na temat rosnącego amerykańskiego deficytu na rachunku obrotów bieżących.

Reklama
Reklama

Lizbona Bis - znów mrzonki czy realny plan.

Podczas marcowego dwudniowego szczytu przywódców 25 państw należących do UE, oficjalnie ogłoszono porażkę Strategii Lizbońskiej. Jednocześnie potwierdzono nowy plan, zwany roboczo "Lizboną Bis". To projekt, który ma znacznie mniej priorytetów niż poprzedni. Zakłada jednak m.in., że do 2006 r. powinno powstać 6 mln dodatkowych miejsc pracy (poprzednio mówiło się o 20 mln), wydatki na naukę mają zwiększyć się o 1% PKB Unii. Do wymiany będą też akty prawne, ograniczające przedsiębiorcom działanie. W planach jest również ujednolicenie podstawy podatku dochodowego od firm, a także ujednolicenie zasad, jeśli chodzi o udzielanie pomocy publicznej. Komisarz Jose Barroso chciałby też, żeby każdy kraj członkowski przygotował własną narodową strategię, w której określiłby, w jaki sposób zamierza realizować cele całej Unii.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama