- Rząd powstał nie po to, by odebrać komuś władzę lub powstrzymać czyjś marsz do władzy. Chce wykonać pewne zadanie - tak Marek Belka przekonywał posłów do swojej kandydatury w maju 2004 r. Poparcie zdobył dopiero za drugim podejściem, miesiąc później. Nie pomogły bynajmniej "merytoryczne" nawoływania, że arcypilna jest nowa ustawa o finansowaniu służby zdrowia, że trzeba przygotować administrację do walki o fundusze z Brukseli, wreszcie że "przerwa" w rządzeniu utrudni niezbędne ograniczanie deficytu.

O przyszłości rządu zadecydowała sejmowa "arytmetyka". Gabinet Belki poparła SdPl i PLD (obecnie Stronnictwo Gospodarcze). W zamian Belka zrezygnował z kilku reform z planu Hausnera, obiecał również posady dla PLD. Nowy rząd poparła większość posłów bezpartyjnych, którzy nie chcieli przedterminowych wyborów. Taka dziwaczna koalicja, oparta na "lewej nodze", funkcjonuje do dziś.

Premierowi nie zaufało jednak społeczeństwo (sondaże pokazywały, że ponad połowa Polaków nie chce rządu Belki). Również ekonomiści, świadomi kruchości poparcia w Sejmie, z dystansem podchodzili do rządowych zapowiedzi. Belka zdawał sobie z tego sprawę. Do współpracy zaprosił więc apolitycznych specjalistów - Gronickiego, Sochę, Opawskiego. Nominacje okazały się "prztyczkiem" dla SLD. - Przecież to nie nasz rząd, dlaczego mamy go wspierać - mówili w sejmowych kuluarach posłowie Sojuszu.

Ważnym sprawdzianem był październikowy wniosek o wotum zaufania dla rządu. Gabinet uzyskał poparcie Sejmu, ale za cenę jeszcze głębszej polaryzacji w izbie. Mobilizacja opozycji (PO, PiS, Samoobrona, LPR) kilkakrotnie później przynosiła skutek. Sejm odrzucił m.in. reformę zasad naliczania składek ZUS od przedsiębiorców, ustawę o restrukturyzacji ZOZ-ów, czy pomysł wsparcia dużych prywatnych inwestycji. Mimo kłopotów rząd jako całość został niezagrożony, co pokazało np. ostatnie głosowanie nad wotum nieufności dla ministra Jacka Sochy.

Fakt, iż formuła rządu ekspertów się wyczerpała, można było wyczytać z miny i gestów samego premiera, który coraz niechętnej odwiedzał budynek na Wiejskiej.