Koniec zeszłego tygodnia i pierwsze dni bieżącego utrwaliły tendencję zniżkową na rynku naftowym. Decydującą rolę odegrały dwa czynniki - słabnąca koniunktura w gospodarce USA oraz rosnące dostawy ropy z państw OPEC.

Dane, które wykazały w I kwartale najwolniejszy od 2 lat wzrost amerykańskiego PKB, sugerują zmniejszenie popytu na paliwa płynne w kraju zużywającym 25% wydobywanej na świecie ropy. Tymczasem potwierdzono informacje o powiększaniu dostaw tego surowca przez państwa OPEC. Nie chcą one bowiem dopuścić do tego, aby zbyt drogie paliwa osłabiły koniunkturę w skali światowej. W ciągu czterech tygodni do 16 maja eksport tankowcami ma być o 0,7% większy niż od połowy marca do połowy kwietnia.

Wzrost dostaw sprawił, że rezerwy ropy w USA osiągnęły w minionym tygodniu najwyższy poziom od 3 lat. Jednocześnie amerykańskie rafinerie zwiększyły produkcję benzyny, zmniejszając obawy przed jej niedostateczną podażą podczas letniego sezonu motoryzacyjnego.

Tendencję spadkową tylko przejściowo przyhamowało stwierdzenie algierskiego ministra energetyki Chakiba Khelila, że wolne moce wydobywcze OPEC, wynoszące 1 mln do 2 mln baryłek dziennie, są za małe, aby pokryć ewentualny wzrost popytu.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w czerwcu płacono wczoraj po południu 50,47 USD w porównaniu z 50,52 USD w końcu sesji wtorkowej i 52,29 USD w poprzednią środę.