Decyzja IBM wpisuje się w szerszy trend wycofywania się międzynarodowych spółek z wielu rynków. Stanowi on odwrócenie tendencji z lat 90. ubiegłego stulecia, kiedy to wielkie firmy dążyły do tego, aby być obecnym na wszystkich większych giełdach. Chodziło o możliwość obrotu akcjami przez 24 godziny na dobę, podobnie jak to ma miejsce w przypadku walut i surowców. W najbliższym czasie z tokijskiej giełdy wycofają się PepsiCo, Apple Computer oraz Procter & Gamble. Ta ostatnia spółka chce także zrezygnować z obecności na kilku europejskich rynkach.

Za zasadnicze powody ucieczki z zagranicznych giełd uważa się zarówno słabszą koniunkturę giełdową, jak i zaostrzenie przepisów regulacyjnych w różnych krajach. Spółki muszą płacić giełdom za notowanie akcji, więc dążą do tego, aby zredukować liczbę rynków, na których obroty ich papierami mają charakter marginalny. Nie bez znaczenia dla zwykłych inwestorów był także fakt, że spółki osiągały najlepsze kursy na rynkach w krajach, w których mają swoje główne siedziby. Według Johna Bukovinsky?ego, rzecznika prasowego IBM, ponad 90% globalnych obrotów akcjami spółki ma miejsce na giełdzie nowojorskiej (NYSE), w tym ogromną większość zleceń składają japońscy inwestorzy.

Po wycofaniu się IBM na tokijskiej giełdzie będzie notowanych tylko 29 zagranicznych firm. W 1990 r. było ich aż 125. W Londynie liczba zagranicznych spółek spadła do 351 w ubiegłym roku z 419 w roku 2002. W przypadku nowojorskiej NYSE liczby te wynoszą odpowiednio 460 (2004) i 473 (2002), ale w najbliższym czasie wiele nieamerykańskich korporacji może wycofać się z tego rynku po wejściu w życie surowych i kosztownych dla spółek regulacji zawartych w ustawie Sarbanesa-Oxleya.

Alternatywą dla ograniczania obecności na różnych rynkach może być proces globalizacji samych giełd. Jest on widoczny przede wszystkim w USA. Zarówno NYSE, jak i Nasdaq podjęły ostatnio kroki w sprawie przejęcia elektronicznych platform giełdowych (tzw. ECNy), co ułatwi dostęp do większej liczby inwestorów. W przypadku Nasdaq aż dwie trzecie zagranicznych spółek, które są tam notowane, nie stara się o wejście na inne rynki.

(Nowy Jork)