Mam wrażenie, że jest jakoś nie tak. Jakoś inaczej niż być powinno, jakoś dziwnie. I to wrażenie najwyraźniej udziela się wszystkim, czego dowodem jest gremialna ucieczka od rzeczywistości. Otóż ludzi w coraz mniejszym stopniu interesuje to, co jest, a coraz więcej zajmuje ich to, czego nie ma.
Ileż to miejsca gazety swego czasu poświęcały Partii Demokratycznej! Jak się rozpisywały co dzień o tym, kto wejdzie, a kto nie wejdzie. Jednak gdy byt hipotetyczny zmienił się w realny, zainteresowanie czemuś spadło. Pojawiły się inne problemy i teraz wszyscy załamują ręce nad tym, czego nie powiedział prezydent Rosji Władimir Putin i czego nie zrobił prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski. Wszyscy gorączkują się tym, że Putin nie powiedział, że ZSRR był okupantem, a Kwaśniewski, że w domu nie został, gdy generał Wojciech Jaruzelski order odbierał. Co ciekawe, nikt nie zdziwił się, że generał dostał order, a tymczasem to bardzo zaskakujące. Widać nie był zbyt dobrym generałem-gubernatorem PRL, skoro dopiero teraz dali mu odznaczenie.
Ale ledwie zaczął rozwiewać się smród, wytworzony przez polsko-jaruzelską delegację, a gazety znów się rzuciły na byt nieistniejący. Wszyscy piszą o rządzie technicznym, którego nie ma. Idea owego gabinetu jest bardzo dla postronnych niezrozumiała, no bo w końcu, o co chodzi? O odprawy czy stanowiska w prywatyzowanych firmach? Generalnie jednak rządu tego nie ma i dlatego bardzo szybko przyciągnął uwagę mediów.
Na tym oczywiście sprawa się nie skończy. Teraz wielu nowych wiceministrów będzie na wyprzódki przygotowywać ustawy, których nigdy nie będzie, poczynając od emerytur pomostowych dla górników. Potem na całego zacznie się kampania wyborcza i już nikogo nie będzie obchodziło to, co jest. Przyszli posłowie i prezydenci zaczną gardłować, czego to nie ma, a być powinno, i co się pojawi, gdy oni już będą. Tym zapowiedziom najwięcej miejsca będą poświęcać media i coraz częściej ludzie będą się na ich temat kłócić. Szczyt oderwania od rzeczywistości nastąpi w dni wyborów, gdy Polacy będą siedzieć przed telewizorami i czekać na wyniki, których nie będzie, a przedstawiciele poszczególnych partii będą opowiadać, co zrobią, gdy staną na czele rządu, którego nie ma.
Potem - jak zwykle - nastąpi cisza. Każdy będzie miał nieco czasu na powrót do rzeczywistości. Osobiście mam nadzieję, że wrócą tam i wyborcy, i politycy. I już zostaną. Ale całkiem możliwe, że w podsumowaniu, które nastąpi po tej ciszy, znowu przeważy to, czego nie ma. Jeśli nie będzie reform, zrealizowanych obietnic, uczciwości i kompetencji w rządzeniu, znowu wszyscy pogrążymy się w kontemplacji tego, czego nie ma. Bo rzeczywistość nadal będzie trudna do zniesienia.