Typowa korekcyjna sesja - krótko można podsumować dzisiejsze notowania. Natomiast różne bywają wzrostowe sesje, nawet te będące tylko odreagowaniem spadków na małym obrocie (6 poprzednich sesji miało większy obrót - wczoraj 356 mln WIG20). Na niektórych rynek powoli, przy niskich obrotach, idzie do góry niejako pchany ogromnymi ofertami kupna, które demonstrują wyraźną zmianę nastrojów największych inwestorów. Nikt nawet nie musi kupować, ale widać "obronę rynku" po wcześniejszej wyprzedaży i towarzyszącym jej lukom w ofertach popytu. Z kolei na innych sesjach mamy początkowy wyskok w górę zainicjowany jakimiś wiadomościami, np. dobrą sesją w USA, lub choćby samym ogromnym wyprzedaniem, a potem rynek ma duży kłopot z dalszym wzrostem - w ofertach kluczowych spółek bardzo wyraźny jest wtedy nawis podaży. Różnica w interpretacji takich dwóch sesji jest chyba oczywista. Wczoraj, niestety, bardzo wyraźnie było widać, że mamy do czynienia z tym drugim, schematem odbicia.

Takie zachowanie oznacza, że rynek nie dojrzał jeszcze do mocniejszego odreagowania, niezależnie jak silnie jest wyprzedany (choćby tylko względem pozostałych głównych europejskich parkietów). Wygląda na to, że nim ruszą do ataku na linię trendu spadkowego, byki muszą przejść przez czyściec konsolidacji, upewniając się o sile wsparcia wyznaczanego przez styczniowy dołek. Do tego czasu relacja ryzyka do zysku jest po stronie niedźwiedzi. Jak pokazała wczorajsza sesja, po dobrych informacjach zwyżki idą bardzo ciężko, a z kolei po ewentualnym przejściu tegorocznych dołków grozi nam dynamiczna kontynuacja wyprzedaży. W takich okolicznościach nie zachęcałbym teraz do zajmowania pozycji i oczekiwał szarpania rynkiem w ramach konsolidacji.