Reklama

Ambitny budżet bez rezerw

Założenia do budżetu na 2006 r. są ambitne - uważają analitycy. Pytanie tylko, czy minister finansów Mirosław Gronicki zmieści się w ustalonych przez siebie ramach. Całkiem prawdopodobne, że konieczne będą dodatkowe cięcia.

Publikacja: 14.05.2005 07:51

Jeszcze przed ogłoszeniem założeń do projektu budżetu na 2006 r. część analityków spodziewała się, że minister finansów Mirosław Gronicki bardzo ambitnie podejdzie do zadania i przygotuje dobry budżet. Czyli taki, który z powodu swojej restrykcyjności zostanie pozytywnie odebrany przez rynki finansowe. W tej chwili znane są już podstawowe wskaźniki makroekonomiczne. I - zdaniem ekonomistów - potwierdzają one tezę, że Mirosław Gronicki będzie chciał dobrze wypaść w oczach rynków.

Kryteria spełnione

- Z przedstawionych danych wynika, że deficyt finansów publicznych ma wynieść 3% PKB w przyszłym roku - powiedział Rafał Benecki, ekonomista z ING BSK. - Jeżeli zostało to policzone przy uwzględnieniu kosztów reformy emerytalnej, na co ostatnio zgodził się EcoFin, to jest to zadanie bardzo ambitne.

Szefowie resortów finansów krajów Unii Europejskiej - czyli EcoFin - zgodzili się, aby nasz kraj mógł co roku odliczać część kosztów reformy emerytalnej. W roku 2006 ten odpis ma wynieść 80% zwiększonej z powodu istnienia OFE dotacji do ZUS. Czyli do pierwotnego deficytu finansów publicznych należy doliczyć resztę, a więc 20% kosztów. Z szacunków ING BSK wynika, że powinno być to 0,4% PKB. A to sugerowałoby, że pierwotny wynik sektora finansów publicznych wynosiłby 2,6% PKB. W tym roku ma to być 3,6% PKB. Czyli oznaczałoby to redukcję o 1 pkt proc,, a na dodatek spełnienie kryteriów z Maastricht na rok przed zaplanowanym terminem.

- Ale nawet bez uwzględnienia kosztów reformy emerytalnej są to bardzo ambitne założenia - dodał R. Benecki.

Reklama
Reklama

Konieczne cięcia?

Także Jacek Wiśniewski, ekonomista Pekao SA, uważa, że minister finansów wysoko ustawił sobie poprzeczkę.

- Jeżeli deficyt ma wynieść 30 mld zł - przy 1,5-proc. inflacji i wzroście rzędu 4% PKB - to oznaczałoby budżet bez żadnych rezerw czy też "poduszek bezpieczeństwa". Albo że konieczne będą jeszcze inne dostosowania, o których jeszcze nic nie wiemy - stwierdził.

Inną możliwością byłoby faktyczne zaniżanie wydatków lub inne działania, mające na celu redukcję oficjalnego deficytu. - Ale do tej pory było tak, że ten minister takich działań nie podejmował - generalny, dobry obraz zwykle się zgadzał ze szczegółami. Mam nadzieję, że będzie tak również w tym przypadku - powiedział J. Wiśniewski.

Również Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, dobrze ocenia zaproponowany teraz poziom deficytu budżetowego. Nie spodziewa się wprawdzie wielkich cięć w wydatkach, ale zwraca także uwagę, że ryzyko nadmiernej rozrzutności państwa też jest niewielkie.

- Zarówno marszałek sejmu Włodzimierz Cimoszewicz, jak i prezydent Aleksander Kwaśniewski zapowiadali, że nie dopuszczą do uchwalenia ustaw wyborczych - powiedział. - Sądzę więc, że choć nie będzie to budżet przełomu, zostanie dobrze przyjęty przez rynek - dodał.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama