13 maja upłynął ostateczny termin, jaki dostał Mittal Steel na porozumienie się ze związkami zawodowymi, działającymi w Hucie Częstochowa. Choć inwestor poprawił swą dotychczasową ofertę (dał nie 5,5-letnią, ale 7-letnią gwarancję zatrudnienia dla wszystkich pracowników spółki), wszystkie pięć organizacji powiedziało "nie". - Mittal Steel nie chciał się bowiem zgodzić na zapisanie w pakiecie socjalnym kar, które miałby płacić, jeśli nie zrealizuje tych gwarancji - wyjaśnili prowadzący negocjacje związkowcy.

- Nie mogę uwierzyć, że pracownicy nie byli zadowoleni z takich warunków, bezprecedensowych w prywatyzacjach w branży przemysłowej - powiedział po fiasku rozmów Inder Walia, dyrektor ds. zatrudnienia Mittal Steel. Jego zdaniem, żądania związkowców są nierealne i "zostały podgrzane przez Donbas".

Wcześniej Ondra Otradovec, dyrektor ds. finansów korporacyjnych Mittal Steel, oznajmił, że jest oburzony zachowaniem ukraińskiego konkurenta, który straszy sądem polski rząd i prowadzących przetarg. Stało się to w dzień po tym, jak Związek Przemysłowy Donbasu oficjalnie poinformował, że złamaną jego zdaniem procedurę przetargową w najbliższych dniach zaskarży do sądu.

Najprawdopodobniej jednak pozwu nie będzie. Donbas dostanie bowiem wyłączność na rozmowy nt. zakupu Huty Częstochowa, a zapowiedział, że w takiej sytuacji nie pójdzie do sądu. - Moglibyśmy oczywiście mimo braku porozumienia ze związkowcami rekomendować ministrowi podpisanie umowy z Mittal Steel, ale wobec atmosfery, jaka panuje wśród pracowników huty, byłoby to z naszej strony nierozsądne - powiedział nam Tadeusz Wenecki.

- Poczekamy na oficjalną decyzję - skomentował Konstanty Litwinow, przedstawiciel Związku Przemysłowego Donbasu w Polsce.