- Rozpoczynamy kampanię jesień 2005 - powiedział prezydent Aleksander Kwaśniewski, informując o kalendarzu wyborczym, który uzgodnił wczoraj z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Cimoszewiczem. Zgodnie z oczekiwaniami, szef państwa wybrał pierwszy konstytucyjnie dopuszczalny termin wyborów do Sejmu i Senatu (miesiąc przed upływem kadencji tego parlamentu). Wyborcy udadzą się jednak do urn jeszcze raz, dziewiątego października. Nie dojdzie bowiem do mariażu wyborów - parlamentarnych i prezydenckich. - Połączenie w jednym terminie dwóch elekcji byłoby niezwykle trudne, a wręcz niemożliwe - tłumaczył A. Kwaśniewski. Niewykluczone, że do takiego stanowiska przyczyniła się opinia Państwowej Komisji Wyborczej, która ostrzegała, że w razie połączenia elekcji dłużej będziemy czekać na wyniki.

Ekonomiści uważają, że taki kalendarz głosowań nie powinien mieć wielkiego wpływu na gospodarkę. Są jednak zadowoleni, że prezydent nie odkładał ich aż do połowy października. - Daje to nowej koalicji więcej czasu na korekty przyszłorocznego projektu budżetu - wyjaśnia Bożena Radziewicz-Bąk, analityk Banku Handlowego. - "Przyklejenie" terminarza wyborczego jak najbliżej wakacji oznacza, że krócej trwać będzie nerwowość na rynkach finansowych. Sezon urlopowy wpływa bowiem zwykle na zmniejszenie wolumenu zawieranych transakcji. Mówiąc wprost, inwestorzy wrócą z wakacji bezpośrednio na głosowania; nie będzie czasu na spekulacje na rynkach - argumentuje Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.

Analitykom nie podoba się jednak dwutygodniowa pauza między wyborami. - Rywalizacja kandydatów PO i PiS na prezydenta opóźni tylko dogadanie się obu partii i przedłuży niepewność co do kształtu koalicji - uważa Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP. - Gdyby Lech Kaczyński i Donald Tusk weszli do drugiej tury, rywalizacja prawdopodobnych koalicjantów przedłuży się nawet o 4 tygodnie. To z kolei opóźni aprecjację złotego, który w mojej opinii jest niedowartościowany - dodaje. Datę II tury wyborów prezydenckich wyznaczono na 23 października.

Taki scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny. W. Cimoszewicz, potencjalny kandydat lewicy do fotelu prezydenckiego, poinformował, że wycofa się z polityki po zakończeniu kadencji tego parlamentu. - Zadecydowały o tym między innymi względy osobiste, ale nie były to jedyne przesłanki. Chcę podziękować tym osobom, które uważały, że byłbym dobrym kandydatem - powiedział marszałek.