Reklama

Makler bez licencji

Publikacja: 23.05.2005 09:22

W związku z czwartkowym artykułem w "PARKIECIE", dotyczącym mojej osoby, postanowiłam napisać do Państwa, aby, po pierwsze, bronić mojego dobrego imienia, a po drugie, aby, przy tej okazji poruszyć problemy - moim zdaniem - mające bardzo duże znaczenie dla funkcjonowania rynku kapitałowego w Polsce i relacji na linii klient - biuro maklerskie.

Najpierw wyjaśnię, o co jestem oskarżana. Sprawa dotyczy wyłącznie jednego rachunku inwestycyjnego. KPWiG zarzuca mi, że podpisałam za mojego brata zlecenia kupna i sprzedaży na jego rachunku w Beskidzkim Domu Maklerskim, którego to byłam pracownikiem. Oskarżenie opiera się na opinii biegłego grafologa, podczas gdy mój brat oświadcza, że to on podpisywał te zlecenia i nie czuje się w żaden sposób pokrzywdzony.

Na wspomnianym rachunku było zgromadzone niecałe dwa tysiące złotych i zostało zawarte, przez cały okres jego aktywności, około pięćdziesiąt transakcji na jednym kontrakcie terminowym na WIG20, w wyniku których poniesiono niedużą stratę.

Waga tej sprawy jest więc, w istocie bardzo niewielka. Nie ma tu żadnej(!!!) osoby, instytucji czy innego podmiotu pokrzywdzonego. Prawdopodobnie również KPWiG podobnie oceniała tę kwestię, gdyż od czasu kontroli w lutym 2002 r. nie podjęła w stosunku do mnie żadnych kroków.

Absolutnie nie czuję się winna. Nigdy świadomie nie zrobiłam nic, co mogłoby działać na szkodę jakiegokolwiek uczestnika rynku. Wręcz przeciwnie, zawsze starałam się wszystkim pomagać, służyłam radą, wyszukiwałam informacje, o które mnie proszono, zwracałam uwagę na wydarzenia mogące mieć wpływ na notowania giełdowe, starałam się jak najszybciej i jak najdokładniej wykonywać wszystkie dyspozycje klientów. Byłam życzliwa i zawsze na pierwszym miejscu stawiałam dobro klienta. Ceniono mnie za to i lubiano. Dowodem może być fakt, że po zwolnieniu mnie z BDM w wyniku redukcji etatów w maju 2002 r. zostałam, na prośbę klientów przywrócona do pracy, gdy tylko zaistniała taka możliwość w lutym 2003 r. Ja zaś zgodziłam się wrócić, mimo że w międzyczasie znalazłam inną, rokującą duże możliwości rozwoju pracę. Wróciłam nie z powodu jakichś materialnych profitów, ale dlatego, że czułam się emocjonalnie związana z Beskidzkim Domem Maklerskim i lubiłam rodzaj pracy, który tam wykonywałam.

Reklama
Reklama

Ze sposobu wykonywania przeze mnie zawodu maklera byli zadowoleni dwaj poprzedni dyrektorzy oddziału w Warszawie. Niestety, KPWiG rozpatrzyła odmownie (!!!) mój wniosek o przesłuchanie moich współpracowników oraz losowo wybranych przedstawicieli klientów. A szkoda! Przy tej okazji na pewno wyszłoby na jaw prawdziwe podłoże tej sprawy. W wyniku konfliktu z obecnym dyrektorem BDM Oddziału Warszawa zostałam we wrześniu 2004 r. ponownie zwolniona z pracy, a wkrótce potem KPWiG wróciła do zapomnianej sprawy z początku 2002 r. Chciałabym napisać kilka słów o tym konflikcie, ponieważ dotyczy to szerszego problemu oraz konieczności pilnego podjęcia ogólnej dyskusji na temat roli maklera.

Zawód maklera coraz bardziej przekształca się w zawód sprzedawcy. Nie jest, oczywiście, niczym złym zdobywanie klientów, ale czy ma to być podstawowe zadanie maklera i jakich środków może on w tym celu używać. Czy obiecywanie nierealnych zysków lub namawianie do jak najczęstszego zawierania transakcji, celem czego jest w rzeczywistości tylko zwiększenie zysku biura z prowizji, a nie pomnożenie środków klienta jest należytym wykonywaniem zawodu maklera? Czy uczciwe jest, na przykład, skłanianie pracowników biura do odmawiania odpowiedzi na pytania petentów, gdzie mogą oni kupić obligacje Skarbu Państwa na rynku pierwotnym i twierdzenia, że mogą to zrobić jedynie na GPW za pośrednictwem naszego biura. Ja uważam takie postępowanie za wysoce nieetyczne i krótkowzroczne. Dobro klienta w dłuższej perspektywie zawsze przekłada się na dobro biura maklerskiego. Ja zawsze starałam się głośno wyrażać swoją opinię na ten temat, a osoby tak postępujące nigdy nie budziły mojego szacunku, czemu również dawałam Jeśli makler ma być tylko sprzedawcą, to po co mu właściwie licencja? A może ten zawód w ogóle nie ma już racji bytu?

Coraz częściej widzi się w prasie ogłoszenia biur maklerskich poszukujących maklerów-sprzedawców. Mają oni za zadanie przyprowadzenie jak największej liczby swoich klientów, po czym, po kilku miesiącach są zwalniani i zatrudnia się następnych, którzy przyprowadzą kolejnych klientów.

Uważam, że KPWiG powinna większą uwagę zwracać na zjawiska, w których kryje się prawdziwe zło i krzywda ludzka, a nie karać tych, których największą przypuszczalną winą mogła być chwilowa bezmyślność. Czy jeśli ktoś przekroczy dozwoloną prędkość jazdy samochodem, od razu zabiera się mu prawo jazdy?

Ja mimo wszystko dam sobie jakoś radę w tej sytuacji, ale gdyby podobna historia spotkała kogoś o słabszym charakterze, mogłaby mu zmarnować całe życie. W ogólnej atmosferze wykrywania różnych afer, co, oczywiście, jest pozytywne, nie krzywdźmy osób niewinnych czy też tych, których wina była wynikiem pomyłki, naiwności czy fałszywej oceny zaistniałej sytuacji bez woli skrzywdzenia kogokolwiek.

Pomoc klientom czasami nie popłaca i to najbardziej mnie boli w całej tej sprawie.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama