Kiedy dostaję pocztą tradycyjną lub elektroniczną aplikację od kandydata, najpierw patrzę na życiorys, a dopiero potem na list motywacyjny. O ile poświęcam dużo uwagi na każdy szczegół życiorysu, o tyle już pierwsze zdania listu motywacyjnego mi wystarczą. W tekście listu rzadko pisze się o motywacjach. Często pojawia się w formie zdań opisowych powtórka życiorysu, co nie stanowi dodatkowego elementu przy podejmowaniu decyzji o spotkaniu się z kandydatem. Rzadko zdarza się, aby były opisane motywacje, a kiedy już są, to formuły grzecznościowe w nich zanudzają. Wygląda tak, jakby łatwo było pisać o swoich umiejętnościach, a głupio o swoich motywacjach. I tak jest. List motywacyjny to połączenie przeciwstawnych zwrotów. List motywacyjny nie może być listą motywacji. Oto przykłady tego, w jaki sposób większość kandydatów zaczyna list motywacyjny:
"Wejście Polski do Unii Europejskiej stanowi szansę rozwoju całej gospodarki, w tym także rynku pracy..." - i już ziewam, jakbym miał wysłuchać długich ekonomicznych wykładów.
"Zwracam się do Pana uprzejmie o zwrócenie uwagi na moją kandydaturę..." - zakłada chyba, że mógłbym jednym zwrotem od razu wyrzucić do kosza taką aplikację.
"Wasza firma należy do czołowych firm doradczych na polskim rynku...". - Budzi niepewność, czy chodzi tu o trzy "topowe firmy" czy o pięćdziesiąt i zniechęca do dalszego czytania.
"Tak, jak Pan, ja, jako Francuz mieszkający w Polsce od dawna, wierzę w możliwości polskiego rynku i szukam nowych wyzwań...". - Mam dreszczyk. Ja nie szukam pracy, ani nie uciekam od marazmu francuskiego rynku pracy.