Zgodnie z oczekiwaniami, w krótszym minionym tygodniu na giełdzie wiało nudą, a aktywność inwestorów była wręcz katastrofalna (z wyjątkiem piątku). W zasadzie jedynie na walorach TP dochodziło do sporej wymiany akcji, która stanowiła praktycznie połowę obrotów WIG20 na każdej sesji. Dopiero piątkowa sesja przyniosła zmianę upodobań inwestorów. Na wieść o możliwych fuzjach w bankowości, właśnie ten segment rynku stał się bardziej popularny, co przełożyło się na wzrosty Pekao, BPH czy BACA.
Po kilku ostatnich sesjach zdecydowanie jestem zdania, że rynek szykowany jest do wzrostów. Paniczne zamykanie krótkich pozycji w futures na WIG20 sprzed dwóch tygodni i spadek liczby otwartych pozycji z ponad 30 tysięcy do zaledwie 26 tysięcy, z dużym prawdopodobieństwem pozwala sądzić, że WIG20 ma na razie dołek za sobą. Od dłuższego czasu rynek jest akumulowany poniżej 1900 punktów i tylko kwestią czasu pozostaje trwalsze i silniejsze wybicie. Wprawdzie dalej cierpimy na brak "świeżej" gotówki, ale z drugiej strony nie ma obecnie na parkiecie dużych sprzedających.
"Polak potrafi", więc chwilowy brak pieniędzy na rynku spowodował zainteresowanie krajowych inwestorów mniejszymi spółkami, szczególnie walorami spekulacyjnymi, stąd duże wzrosty chociażby takich walorów, jak Arksteel czy Gant. Zgodnie z powiedzeniem "rynek nie lubi stać w miejscu", spekulanci nawet podczas wielkiego marazmu na giełdzie znaleźli sposób na szybki zarobek. Jak widać, o spekulacyjne wzrosty jest obecnie bardzo łatwo, gorzej jednak z trwałym fundamentalnym wzrostem, a ten w zasadzie bez udziału zagranicznych inwestorów jest niemożliwy. Po ostatniej aukcji długu i dużym popycie na obligacje jest jednak duża szansa, że zagranica niebawem powróci, tym bardziej że przed nami jeszcze duża oferta PGNiG, której Zachód na pewno nie odpuści. Zanosi się więc, że czeka nas powtórka wakacji sprzed dwóch lat, tym bardziej że akcje spółek bankowych nie powiedziały moim zdaniem ostatniego słowa, a przedłużające się rozmowy o fuzjach jeszcze bardziej wzmogą spekulacje. Powrót do szczytów wydaje się więc bardzo realny.