Sesja zupełnie bez historii. Praktycznie jedynym wydarzeniem był brak wydarzeń po francuskim referendum. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest tak klarowne, a siły wyrównane. Po takiej sesji inwestorzy przed snem głowić się będą, czy ta poniedziałkowa konsolidacja wynika tylko i wyłącznie z braku aktywności zagranicznych inwestorów (święto Memorial Day w USA i święto bankowe w Wlk. Brytanii), czy też po prostu fakt francuskiego "NON" w referendum został przez GPW w pełni zdyskontowany.

Jeśli konsolidację na GPW tłumaczyć tylko długim zachodnim weekendem, to we wtorek handel możemy rozpocząć od mocnej podaży od wracających na GPW największych funduszy wystraszonych unijnym krokiem w tył. O tym, że fundusze jednak trochę się tego boją, niech świadczy fakt, że euro wobec dolara mocno straciło na wartości. Natomiast to właśnie przedłużony weekend sprawił, że walutami naszego regionu prawie nikt nie handlował.

Z kolei jeśli uznać, że WIG20 po prostu oparł się nawet tak wyraźnym negatywnym sygnałom (przypomnę, że trochę paradoksalnie ja mimo wszystko uznaję "NIE" za plus dla rynku - zdejmuje część politycznej niepewności w Polsce w okresie wrzesień/październik) i po dobrej piątkowej sesji kończy notowania plusami, to taka odporność na złe informacje pokazuje sporą siłę rynku. Co z tym wszystkim zrobić? Nie mogę polecać pozycji po takiej nudnej sesji. Każdy musi sam wybrać jedną z bliższych mu interpretacji prezentowanych wyżej. Ja czekam na powrót zachodnich funduszy i na to, co kontrakty po tym powrocie pokażą w okolicach 1930 pkt. Tam jest "pierwsze" ważne zniesienie (38,2%) całego trendu spadkowego i zaczynają się opory na kwietniowych lukach hossy. Podczas odreagowania w drugiej połowie marca to właśnie analogiczny poziom zniesienia zatrzymał byki.